środa, 24 czerwca 2015

Hada Labo Gokujyun Skin Care Travel Set

Zestawy miniaturek to świetna sprawa: możemy je wykorzystać w podróży, potraktować jako zestaw próbek lub podarować komuś w prezencie. Do tego małe poręczne opakowania przydadzą się w przyszłości do przelewania innych kosmetyków. Dzisiaj przedstawiam Wam zestaw miniaturek Hada Labo, który otrzymałam w ramach współpracy z Japanstore.



Hada Labo to bardzo znana marka japońskich kosmetyków. W zeszłym roku poprosiłam kolegę z pracy, który wybierał się na wycieczkę do Japonii, aby przywiózł mi wybielający lotion Hada Labo - mimo iż sam nie interesuje się w ogóle kosmetykami, to nie miał najmniejszego problemu ze znalezieniem produktu, mówił że Hada Labo w Japonii można kupić dosłownie wszędzie.

Mój zestaw składa się z z czterech miniaturek: 30ml olejku oczyszczającego, 20g pianki, 20ml lotionu i 20ml mleczka, w poręcznym plastikowym etui. Czytałam wiele dobrego o każdym z tych produktów i każdy chciałam wypróbować, zestaw okazał się więc strzałem w dziesiątkę.

Nasi bohaterowie ustawieni wg kolejności użycia: olejek > pianka > lotion > mleczko
Hada Labo Cleansing Oil


Pełnowymiarowa wersja tego produktu to butelka z pompką o pojemności 200ml.  W składzie znajdziemy pielęgnujące i nawilżające olejki z oliwek i jojoba oraz kwas hialuronowy. 

Skład: Ethylhexyl Palmitate, Triethylhexanoin, Sorbeth-30 Tetraisostearate, PEG-20 Glyceryl Triisostearate, Olea Europaea (Olive) Oil, Water, Dextrin Palmitate/Ethylhexanoate, Sodium Acetylated Hyaluronate (Super Hyaluronic Acid), Hydroxypropyltrimonium Hyaluronate, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, BHT.
Analiza składu [TUTAJ]. 

Olejek jest przezroczysty i ma delikatny, trudny do opisania zapach.Taki... olejkowy :P Doskonale zmywa makijaż i nie pozostawia na skórze filmu. Oto dowody:

Od lewej: tusz do rzęs, eyeliner w kredce, eyeliner z pędzelkiem, szminka i korektor.
Rozprowadzam olejek na suchej skórze. Zaraz po rozprowadzeniu olejku szminka i korektor odeszły w zapomnienie.
Po chwili masażu tusz i eyelinery również zaczęły się poddawać.
Ważny krok: emulsyfikacja. Kontynuuję masaż skóry, tym razem z odrobiną wody. Pod wpływem wody olejek przybiera mleczną barwę, a makijaż rozpuszcza się jeszcze lepiej.
Zmywamy olejek letni wodą - po makijażu ani śladu, olejek zmywa się łatwo, jak widać skóra jest po nim matowa, nie pozostawia tłustej warstewki.

Olejek pozastawia skórę porządnie oczyszczoną i odświeżoną. Jest przyjemny i łatwy w użyciu, bardzo wydajny. Nie doszukałam się w nim żadnych wad. 

Cena: pełnowymiarowa wersja kosztuje 54zł w Japanstore, na e-Bay ceny wahają się od
£8.50 (ok. 48zł) do £13 (ok. 72zł).


Plusy:
+ wydajny
+ dobrze zmywa makijaż
+ nie pozostawia na skórze filmu
+ niedrogi

Minusy:
brak :)

Hada Labo Gokujyun Hyaluronic Face Wash


Pełnowymiarowy produkt to tubka o pojemności 100g. Produkt w sposób charakterystyczny dla azjatyckich pianek przypomina trochę krem do golenia - jest gęsta i wystarczy odrobina aby uzyskać obfitą pianę. W składzie znajdziemy kwas hialuronowy. Pianka nie zawiera SLS ani SLES.
 Skład: Water, Glycerin, Sodium Cocoyl Glycinate, Butylene Glycol, Hydroxypropyl Starch Phosphate, Cocamidopropyl Betaine, PEG-400, Decyl Glucoside, Sodium Lauroyl Aspartate, Potassium Cocoyl Glycinate, Glyceryl Stearate SE, Sodium Stearoyl Glutamate, BHT, Citric Acid, Disodium EDTA, Hydroxypropyl Methylcellulose, Hydroxypropyltrimonium Hyaluronate, Lauric Acid, Methylparaben, PEG-32, Polyquaternium-7, Polyquaternium-52, Propylparaben, Sodium Acetylated Hyaluronate, Stearic Acid 
Analiza składu [TUTAJ]




Pianka jest bardzo wydajna - ta odrobina pokazana na zdjęciu spokojnie wystarczy aby umyć całą twarz. Ma bardzo delikatny, trudny do scharakteryzowania ale przyjemny, kosmetyczny zapach. Pozostawia skórę "skrzypiąco" czystą, niestety trochę napiętą. Pianka ma zdrowe dla skóry, lekko kwaśne pH 6, dzięki czemu bardzo u mnie zaplusowała. Skóra ma naturalnie kwaśne pH, w związku z czym zasadowe produkty myjące obniżają naturalną barierę ochronną skóry. Nie każdy jest wrażliwy na pH, ja niestety jestem i zasady wybitnie nie służą mojej trądzikowej cerze.


Cena: 48zł w Japanstore. Na e-Bay ceny zaczynają się od £6 (ok. 33zł).

Plusy:
+ wydajna
+ zdrowe dla skóry, lekko kwaśne pH
+ niedroga

Minusy:
- trochę wysusza i pozostawia skórę napiętą

Hada Labo Gokujyun Super Hyaluronic Acid Skin Lotion


Chyba najbardziej znany produkt z tego zestawu, klasyczny lotion Hada Labo zawierający trzy rodzaje kwasu hialuronowego. 

 Skład: Water, Butylene Glycol, Glycerin, Disodium Succinate, Hydrolyzed Hyaluronic Acid, Hydroxyethycellulose, Methylparaben, PPG-10 Methyl Glucose Ether, Sodium Acetylated Hyaluronate, Sodium Hyaluronate, Succinic Acid
Analiza składu [TUTAJ]

Jak już pisałam, miałam okazję testować lotion Hada Labo, była to jednak wersja wybielająca - z wersją klasyczną jest to mój pierwszy raz ;) pełnowymiarowa wersja to plastikowa butelka o pojemności 170ml. Lotion ma postać rzadkiego płynu, minimalnie gęstszego od wody. Od wody różni go również charakterystyczny poślizg odczuwany podczas nakładania, stąd też wśród blogerek został ochrzczony mianem "śliskiej wody".


 Produkt ma charakterystyczny dla Hada Labo, delikatny zapach. Kilka kropel wylewamy na zagłębienie dłoni, następnie wklepujemy w twarz. Produkt jest bardzo wydajny - odrobina wystarczy aby nawilżyć skórę i zlikwidować uczucie napięcia pozostałe po oczyszczaniu pianką. Od wersji wybielającej różni się kolorem (wybielający lotion ma mleczny kolor) i poślizgiem, wersja klasyczna jest bardziej "śliska". Jeśli chodzi o stopień nawilżenia, to moim zdaniem jest on porównywalny. Obie wersje nadają się do cery tłustej - nawilżają bez obciążania i przetłuszczania cery. Nawilżenie utrzymuje się przez cały dzień.

Cena: pełnowymiarowa wersja kosztuje 55zł w Japanstore. Na e-Bay ceny zaczynają się od £9 (ok. 50zł).

Plusy:
+ wydajny
+ świetnie nawilża
+ odpowiedni dla cery tłustej - nie obciąża

Minusy:
- z recenzji innych blogerek wiem, że niektórych Hada Labo nieco zapycha - ja osobiście nie mam tego problemu, ani z wersją wybielającą ani z klasyczną

Hada Labo Super Hyaluronic Acid Moisturising Milk


Ostatni produkt z zestawu, który interesował mnie najbardziej, ponieważ do tej pory nie miałam styczności z żadnym produktem nawilżającym w formie mleczka. W składzie oprócz trzech rodzajów kwasu hialuronowego znajdziemy również  nawilżającą glicerynę oraz emolienty.

Skład: Water, Glycerin, Hydrogenated Poly (C6-12 Olefin), Dipropylene Glycol, Caprylic/Capric Triglyceride, PPG-10 Methyl Glucose Ether, Behenyl Alcohol, Carbomer, Dimethicone, Disodium EDTA, Glyceryl Stearate, Hydrolyzed Hyaluronic Acid, Methylparaben, PEG-20 Sorbitan Isostearate, Phytosteryl/Octyldodecyl Lauroyl Glutamate, Propylparaben, Sodium Acetylated Hyaluronate, Sodium Hyaluronate, Stearyl Alcohol, Triethanolamine

Analiza składu [TUTAJ]

Mleczko zaskoczyło mnie swoją konsystencją, myślałam że będzie rzadsze, takie jak mleczko do demakijażu, tymczasem bliżej mu do lekkiego kremu. Pełnowymiarowa wersja to butelka o pojemności 140ml. Nie podoba mi się to, że zarówno w miniaturce jak i dużej wersji produkt trzeba "wytrząsać" z buteleczki. W prawdzie konsystencja na to pozwala, jednak pod koniec produktu będzie problem z zużyciem go do końca.




Mleczko jest dość lekkie i dobrze nawilża, chociaż zajmuje mu chwilę aby się wchłonąć. Niestety, chociaż nie obciąża i nie przetłuszcza skóry, to cera się po nim świeci. Ma delikatny zapach, taki sam jak lotion.

Cena: Pełnowymiarowa wersja kosztuje 49zł w Japanstore, na e-Bay ceny zaczynają si od £9 (ok. 50zł).

Plusy:
+ dobrze nawilża
+ nie obciąża i nie przetłuszcza cery

Minusy:
- zajmuje mu chwilę żeby się wchłonąć
- pozostawia skórę świecącą
- brak aplikatora - trzeba produkt wylewać z buteleczki, co może utrudnić zużycie go do końca

Podsumowanie
Spodobało mi się używanie produktów Hada Labo w serii. Wszystkie sprawdziły się dobrze, chociaż miałam pewne obawy, to cały zestaw okazał się odpowiedni dla skóry tłustej, dobrze nawilżał nie wzmagając równocześnie przetłuszczania. Jedynym zasadniczym minusem jest blask pozostawiony na skórze przez mleczko, nie jest to jednak wielki problem jeśli się malujemy (lotion i mleczko nadają się pod makijaż).
Zestaw dostępny jest w dwóch wersjach: klasycznej i wybielającej. Świetna sprawa jeśli chcecie wypróbować produkty w serii.

Cena zestawu:  71zł w sklepie Japanstore. Na e-Bay £12.68 (ok. 70zł).

Skład olejku został przetłumaczony przez Chiao Greentea i możecie go znaleźć wraz z recenzją na jej blogu. Resztę składów wzięłam z anglojęzycznej strony Hada Labo
Edit: Wersje wypuszczone na różne kraje mogą różnić się nieco składem. Porównując składy z amerykańskiej strony, które tu zamieściłam z tłumaczeniami składów Ratzilli, widzę że składniki są takie same, ale nieco różnią się kolejnością. Skład mleczka u Ratzilli [TUTAJ], skład lotionu [TUTAJ].

wtorek, 9 czerwca 2015

Shiseido Majolica Majorca Skin Lingerie Pore Cover

Recenzja bazy pod makijaż, którą otrzymałam w ramach współpracy ze sklepem Japanstore.


Opis produktu: Baza pod makijaż, która dokładnie pokrywa pory aby nadać cerze porcelanowy wygląd. SPF20 PA+.

Baza zawiera nawilżającą glicerynę, typowe dla baz wygładzające silikony, pochłaniającą nadmiar sebum krzemionkę oraz połączenie miki i tlenku cyny, które ma za zadanie rozświetlać skórę. Rolę filtrów pełnią Octinoxate (filtr chemiczny) oraz Dwutlenek Tytanu (filtr fizyczny). Pełen skład znajdziecie [TUTAJ], analiza składu [TUTAJ].


Baza zamknięta jest w miękkiej tubce o pojemności 25g, a więc jest mała i poręczna. Nie ma zapachu. W pierwszej kolejności spodobało mi się, to że zawiera pigment - ma żółto-beżowy kolor, dzięki czemu delikatnie wyrównuje koloryt cery i wycisza zaczerwienienia. Na upartego można by jej używać samodzielnie dla delikatnej poprawy wyglądu. Po rozprowadzeniu barwnik nie jest widoczny na skórze, cera wygląda jakby nic na niej nie było, a mimo to prezentuje się lepiej.




Kierując się nazwą i opisem ze strony producenta, najważniejszą funkcją tej bazy jest pokrycie porów. I muszę przyznać, że wywiązuje się ze swojego zadania bardzo dobrze :) Tworzy efekt idealnej, gładkiej cery, radzi sobie zarówno z rozszerzonymi porami, jak i bliznami typu ice pick. Szczególnie udany duet stworzyła z kremem BB Lioele Dollish Veil Vita. Produkt jest średnio wydajny, na całą twarz używam mniej więcej dwie takie ciapki jak na zdjęciu. Jest odpowiedni dla cery tłustej, mimo iż tlenek cyny ma rozświetlać, to moim zdaniem baza jest delikatnie matująca. Nie kontroluje wydzielania sebum, ale też go nie wzmaga. Jeśli chodzi o zawarte w bazie filtry, to niestety bazę nakładamy w zbyt małych ilościach (zwłaszcza, że filtry są pod koniec składu), żeby mogła zapewnić nam jakąś faktyczną ochronę przed promieniowaniem UV.

Skin Lingerie ma jednak jedną, dość specyficzną wadę, otóż nie przedłuża trwałości makijażu. Wiele kremów BB ma to do siebie, że po jakimś czasie znika z twarzy, z reguły bazy pomagają wydłużyć obecność kremu BB na twarzy. W tym przypadku jednak, baza może i owszem powstrzymuje "znikanie", jednak sprawia że kremy BB chętnej zbierają się w zmarszczkach i nieco ważą. Oczywiście ten proces trwa - przez pierwsze kilka godzin mamy na twarzy ładny makijaż, po kilku godzinach jednak nawet krem BB który sam z siebie w zmarszczki nigdy nie wchodził, nagle się w nich roluje. Baza szczególnie nie polubiła się z moim najnowszym ulubieńcem, podkładem w poduszce Innisfree Long Wear Cushion.

Cena: 70zł w sklepie Japanstore, na e-Bay ok. 55-62zł.

Plusy:
+ ładnie pokrywa pory
+ dzięki obecności barwnika delikatnie wyrównuje koloryt cery
+ matuje
+ nie zawiera substancji zapachowych ani parabenów

Minusy:
- nie przedłuża trwałości makijażu
- wchodzi w zmarszczki
- jak na tak małą pojemność dość droga

Podsumowanie 
Nie miałam jeszcze do czynienia z żadnymi japońskimi produktami do makijażu, dlatego cieszę się że miałam okazję wypróbować ten produkt. Jest przyzwoity, na skórze która nie ma zmarszczek, w które można by włazić, mógłby być nawet bardzo dobry. Zdecydowanie godny polecenia dla osób zmagających się z rozszerzonymi porami, bo faktycznie je pokrywa (a miałam już do czynienia z bazą przeznaczoną do pokrywania porów, która nie robiła nic...). Z przyjemnością zużyję tą tubkę do końca, chociaż raczej nie zaopatrzę się w kolejne - poszukiwanie idealnej bazy wciąż trwa ;)

piątek, 29 maja 2015

Słynny olejek z japońskiej kamelii: Oshima Tsubaki Oil

Dzisiaj recenzja ponadczasowego produktu pielęgnacyjnego z Japonii, który otrzymałam w ramach współpracy z Japanstore, polskim sklepem z hurtownią w Kumamoto.


Jeśli interesujecie się japońskimi produktami pielęgnacyjnymi to prawdopodobnie kojarzycie słówko Tsubaki oznaczającego po japońsku kamelię (Camellia Japonica). Tłoczony na zimno olejek z kwiatów jest wykorzystywany do pielęgnacji skóry i włosów już od czasów starożytnych. Jest bogaty w nienasycone kwasy tłuszczowe i antyoksydanty.

Oshima Tsubaki Oil to 100% czysty olejek z kamelii.

Olejek zamknięty jest w minimalistycznej i dość ciężkiej, szklanej butelce o pojemności 60ml. Na szczęście dla mnie (mam dwie lewe ręce :) ), buteleczka wyposażona jest w dozownik, który zabezpiecza produkt przed rozlaniem - nawet jeśli butelka się przewróci, dozownik uroni co najwyżej kroplę.


Produkt zapakowany jest w kartonik owinięty folią. Opakowanie zapieczętowane jest naklejką:


Do opakowania przytwierdzona jest ulotka z darmowymi próbkami od producenta:


 W pudełku znajdziemy też kolejną, bardziej obszerną ulotkę:


Olejek ma postać prawie bezbarwnego płynu i jest bezzapachowy. U Ratzilli wyczytałam, że tylko bardzo świeży, kupiony prosto od producenta (czyli w gruncie rzeczy dla klientów zza morza nieosiągalny) olejek z kamelii ma delikatny, kwiatowy zapach, sklepowy, zdatny do użytku produkt powinien być bezzapachowy. Jeśli produkt ma nieprzyjemny zapach, jest przeterminowany i nie powinien być używany.

Moje włosy lubią się z olejkami, dlatego w pierwszej kolejności nałożyłam olejek z kameli właśnie na włosy. Olejek z kamelii ma opinię lekkiego i dobrze wchłaniającego się - faktycznie tak jest, ale trzeba uważać na nakładaną ilość. Ja niestety podczas pierwszego użycia nałożyłam go zdecydowanie za dużo, czego efektem były obciążone, tłuste włosy. Obecnie używam dosłownie dwie-trzy krople i to tylko na same końcówki. Efekty? Końcówki są dociążone i bardziej miękkie. Chociaż z przykrością muszę stwierdzić, że na moje włosy nie zadziałał tak dobrze jak olejek migdałowy. Jednak jedna rzecz dała mi do myślenia - po nałożeniu na włosy olejek moje dłonie nie były tłuste, jak po wszystkich innych olejkach muszę umyć ręce, tak po tym wystarczy że potrę je o siebie i uczucie tłustości znika. Postanowiłam więc zaryzykować i nałożyć olejek na twarz.

Mam tłustą cerę i długo wystrzegałam się olejków do twarzy. W końcu udało mi się przekonać do olejów myjących, które stały się obowiązkowym elementem mojej codziennej pielęgnacji. A skoro przekonałam się do olejów myjących, to odważyłam się również nałożyć olejek pielęgnacyjny na twarz na noc. Był to olejek z Body Shopu, a tą noc wspominam bardzo źle - w ogóle nie chciał się wchłaniać, twarz była tłusta i lepka, fuj. Od tamtej pory chociaż mam kilka różnych olejków uniwersalnych, to raczę nimi tylko włosy, nie odważyłam się nałożyć żadnego z nich na buzię. Aż do kamelii, która niesamowicie mnie zaskoczyła!

Po pierwsze - olejek z kamelii dobrze wchłania się w skórę. Nie od razu, raczej po 5-10 minutach, ale jednak się wchłania. Pozostawia delikatny film na skórze, ale można spać spokojnie, bez obawy, że przykleimy się do poduszki. Po drugie - skóra rano była w świetnym stanie. Miękka, nawilżona, wypoczęta, pory zwężone. Dzięki wysokiej zawartości kwasu Omega-9 olejek z kamelii posiada zdolność penetracji w głąb skóry, także produkt dogłębnie nawilżył moją cerę. Dzięki dobrze zachowanej równowadze pomiędzy nawilżeniem a natłuszczeniem moja cera nie musiała produkować swojego sebum, a mniej sebum zalegającego w porach = węższe pory.

Stosowanie olejku na twarz miało jednak jedną wadę - te kilka minut pomiędzy aplikacją a wchłonięciem się produktu. Znacie to uczucie kiedy gęstego szejka próbujecie wypić przez cienką słomkę? Ile się trzeba namęczyć? Olejek wywołuje podobne, dziwne uczucie na skórze, która spragniona po oczyszczaniu chce nawilżenia, teraz, zaraz, JUŻ, a olejek potrzebuje chwili żeby się wchłonąć. Przez jakiś czas po aplikacji towarzyszy nam więc niekomfortowe wrażenie skóry suchej i tłustej równocześnie. Jest jednak na to prosty sposób - wystarczy nałożyć olejek na nieco wilgotną skórę, dzięki temu unikniemy dyskomfortu, a olejek wchłonie się szybciej. Ja poszłam krok dalej - nakładam olejek na... lotion Hada Labo. Mojej skórze bardzo przypadło do gustu to połączenie, a ja wpadłam w nałóg i stosuję je minimum co drugi dzień (na noc).

Olejek z kamelii ma jeszcze jedną zaletę - silne właściwości zmiękczające, które odczułam trochę na twarzy, ale ponieważ regularnie wykonuję zabiegi złuszczające kamelia nie miała pełnego pola do popisu. Z ciekawości nałożyłam ją na łokcie, gdzie zmagam się z szorstką skórą - już po trzech aplikacjach (codziennie wieczorem po kąpieli) zauważyłam znaczną poprawę. Niech żyje kamelia! :)

Cena: w sklepie Japanstore 60ml kosztuje 69zł. Na e-Bay ceny wyglądają różnie, od £10 (ok. 50zł) po £17 (ok. 85zł).

Plusy:
+ wydajny - zarówno na twarz jak i włosy wystarczy tylko kilka kropel
+ w przeciwieństwie do innych olejków dobrze się wchłania, mimo iż pozostawia lekki film to nie czuję się cała tłusta
+ zapewnia mojej cerze idealną równowagę pomiędzy nawilżeniem a natłuszczeniem
+ zmiękcza szorstką, zrogowaciałą skórę

Minusy:
- trzeba uważać z ilością, może obciążyć włosy
- brak zapachu - dla niektórych może to być zaleta, ja jednak wolałabym żeby miał jakiś ładny kwiatowy zapach ;)

Jestem z tego produktu bardzo zadowolona i z pewnością będę do niego wracać. Kultowy produkt, po który warto sięgnąć, zwłaszcza jeśli interesujemy się pielęgnacją azjatycką.

Bonusy, bonusy!
Jak wspominałam wyżej, do pudełka były dołączone próbki od producenta.


Są to próbki kremu do włosów, którego możemy używać jako maski bez spłukiwania lub do stylizacji. Wersja z zielonymi napisami, Sara-sara, to lekka, nieobciążająca wersja do cienkich włosów. Saszetka z czerwonymi napisami to wersja Moist, obciążająca, przeznaczona dla puszących się i trudnych do ułożenia włosów. W obu produktach króluje olejek z kamelii, na drugim miejscu w składzie, zaraz po wodzie. Pełne składy znajdziecie tutaj. Wypróbowałam na razie tylko wersję Sara-sara , która ładnie wygładziła moje puszące się po suszarce włosy.

piątek, 22 maja 2015

Wytrzymały makijaż dla tłustej cery: Innisfree Long Wear Cushion

Niedawno wypróbowałam swój pierwszy krem BB w poduszce - Laneige Pore Control i chociaż podkład sam w sobie mnie zawiódł, to spodobała mi się taka forma kosmetyku i z chęcią sięgnęłam po inny produkt tego typu. Tym razem wybór padł na Innisfree, głównie za sprawą obiecanej w nazwie wytrzymałości.



Opis produktu:  Wytrzymały cushion zapewniający efekt wygładzonej i jasnej skóry przez długi czas. Podkład redukuje widoczność porów, tuszuje przebarwienia i niedoskonałości oraz zapewnia efekt cery bez skazy za każdym razem. SPF 50+ PA+++.

W składzie znajdziemy m.in:
  • Witaminę B3 - poprawia elastyczność skory, wzmacnia jej strukturę ochronną, pomaga zwalczać przebarwienia.
  • Ekstrakt ze skórki Satsumy - bogaty w w karotenoidy, kumaryny i flawonoidy, ma właściwości antyoksydacyjne. Wspomaga mnożenie się fibroblastów, "fabryk kolagenu", przez co korzystnie wpływa na elastyczność skóry. Zapobiega tworzeniu się przebarwień poprzez hamanie aktywności tyrozynazy, enzymu odpowiadającego za hiperpigmentację.
  • Ekstrakt z orchidei - ma właściwości antyoksydacyjne, regenerujące i rozjaśniające. Zawiera minerały takie jak wapń, miedź i żelazo, które pomagają odżywić skórę.
  • Ekstrakt z zielonej herbaty - znany ze swoich właściwości antyoksydacyjnych, pomaga chronić skórę przed wolnymi rodnikami, przez co zapobiega przedwczesnemu starzeniu się skóry. Ma również właściwości nawilżające i  łagodzące, polecany dla skóry wrażliwej.
  • Ekstrakt z kamelii japońskiej (jap. Tsubaki)- kamelia japońska jest wykorzystywana w pielęgnacji skóry i włosów od czasów starożytnych. Najczęściej używana w postaci olejku wyciskanego na zimno z kwiatów, jest bogata w nienasycone kwasy tłuszczowe i antyoksydanty. Dzięki wysokiej zawartości kwasu Omega-9 posiada zdolność penetracji w głąb skóry, dogłębnie ją nawilżając i wzmacniając.
  • Ekstrakt z owocu opuncji - bogaty w witaminy A, B i C oraz antyoksydanty, ma właściwości kojące i ujędrniające.
  • Ekstrakt z bergamotki - ma właściwości antybakteryjne, kontroluje wydzielane sebum, przyspiesza proces gojenia, wspomaga regenerację skóry oraz reguluje wydzielanie melaniny, co czyni bergamotkę wspaniałym remedium na trądzik i blizny.
  • Adenozynę - pomaga zapobiegać zmarszczkom, niweluje negatywne skutki promieniowania UVB, wspomaga produkcję elastyny i kolagenu w skórze redukując zwiotczenie i wyrównuje koloryt skóry.
  • Puder ryżowy i skrobię kukurydzianą - pochłaniają nadmiar sebum wyprodukowanego przez skórę.
  • Ekstrakt z pomarańczy - łagodzi podrażnienia.
  • Ekstrakt z grejpfruta - zawiera witaminy A, C i E oraz antyoksydanty i składniki odżywcze; likopen, betakaroten i flawonoidy. Ma właściwości antybakteryjne i przeciwgrzybiczne, wspomaga regenerację skóry, jednak powinien być używany ostrożnie na wrażliwej skórze.
  • Ekstrakt z mandarynki - poprawia krążenie, dzięki czemu skóra wygląda zdrowiej i bardziej promiennie. Kontroluje wydzielanie sebum i nawilża.
  • Pył wulkaniczny - zawiera siarkę, która ma właściwości antybakteryjne. Siarka jest jednym z głównych białek odpowiadających za strukturę skóry, wspomaga syntezę kolagenu. Chroni skórę przed zanieczyszczeniami i toksynami, dzięki czemu spowalnia procesy starzenia się. Ponadto pył wulkaniczny jest bogaty w minerały i ma niesamowite właściwości oczyszczające. Jest w stanie wchłonąć dziesięciokrotność swojej masy, dzięki czemu dosłownie "wyciąga" zanieczyszczenia ze skóry.
Rolę filtrów pełnią Tlenek Cynku i Dwutlenek Tytanu (filtry fizyczne) oraz Octinoxate (filtr chemiczny).

Skład: Water, Zinc Oxide (CI 77947), Titanium Dioxide (CI 77891), Ethylhexyl Methoxycinnamate, Cyclopentasiloxane, Dimethicone, Butylene Glycol, PEG-10 Dimethicone, Butylene Glycol Dicaprylate/Dicaprate, Trisiloxane, Methyl Methacrylate Crosspolymer, Hdi/trimethylol Hexyllactone Crosspolymer, Niacinamide, Lauryl PEG-8 Dimethicone, Cyclohexasiloxane, Polypropylsilsesquioxane, Citrus Unshiu Peel Extract, Glycerin, Orchid Extract, Camellia Sinensis Leaf Extract, Camellia Japonica Leaf Extract, Dimethicone/Vinyl Dimethicone Crosspolymer, Disodium Edta, Disteardimonium Hectorite, Lecithin, Microcrystalline Cellulose, Mannitol, Mineral Salts, Opuntia Coccinellifera Fruit Extract, Citrus Aurantium Bergamia (Bergamot) Fruit Extract, Boron Nitride, Vinyl Dimethicone/Methicone Silsesquioxane Crosspolymer, Sodium Chloride, Stearic Acid, Silica, Oryza Sativa (Rice) Powder, Adenosine, Acrylates/Ethylhexyl Acrylate/Dimethicone Methacrylate Copolymer, Aluminum Hydroxide, Ethylhexylglycerin, Ethylhexyl Palmitate, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Fruit Extract, Zea Mays (Corn) Starch, Isostearic Acid, Isopropyl Palmitate, Citrus Paradisi (Grapefruit) Fruit Extract, Caprylyl Glycol, Citrus Tangerina (Tangerine) Extract, Triethoxycaprylylsilane, Phenyl Trimethicone, Polyglyceryl-3 Polyricinoleate, Polyvinyl Alcohol, Polyhydroxystearic Acid, Propanediol, Volcanic Ash, Iron Oxides (ci 77491), Iron Oxides (CI 77492), Iron Oxides (CI 77499), Fragrance
Analiza składu [TUTAJ]




"Poduszka" Innisfree to prosty w wyglądzie, kremowy kompakt, z pojedynczym wkładem zamontowanym w środku i gotowym do użycia. Wkład to gąbeczka nasączona 15g podkładu. Wiele poduszek występuje w wersji dwa w jednym, a więc kompakt z poduszką w środku + dodatkowy wkład, niestety w tym przypadku w dodatkowy wkład musimy zainwestować oddzielnie. Podkład dostępny jest w trzech kolorach: #13 Light Beige, #21 Natural Beige i #23 True Beige. Zdecydowałam się na odcień #13, który okazał się bliźniaczo podobny do mojej pierwszej "poduszki" Laneige:



Na kolorze jednak podobieństwa się kończą - podkład Laneige jest nieco gęstszy od Innisfree i wbrew obietnicom producenta kompletnie nie nadaje się co tłustej cery. Za to Innisfree... Innisfree okazało się strzałem w dziesiątkę!

Przede wszystkim jest to pierwszy azjatycki podkład, który zapowiada się jako matowy i faktycznie JEST matowy. To mój pierwszy koreański produkt, którego niezależnie od pogody i humoru nie matuję pudrem. Nie matuję od miesiąca i wcale mnie nie ciągnie! ;) Podkład wygląda naturalnie, nie jest 100% matowy, ale na tyle matowy że prezentuje się dobrze nawet na czubku nosa. Po drugie - trwałość. Tak jak obiecuje nazwa produktu i opis producenta, podkład trzyma się na twarzy cały dzień. Nie ścina się, nie zjeżdża z twarzy, nie ciemnieje. W ciągu dnia odrobinę znika z twarzy, ale dosłownie odrobinę - na koniec dnia wciąż jest tam gdzie był. Spokojnie wytrzymuje 12 godzin na tłustej cerze, z użyciem bibułek matujących co kilka godzin. Co najlepsze jego trwałość jest niezależna od "towarzystwa" - sprawuje się tak samo dobrze nałożony na filtr, na bazę jak i na samą skórę. Do tego ładnie kryje pory i wyrównuje koloryt cery, wycisza zaczerwienienia, kryje drobne niedoskonałości. Cud, miód i orzeszki.

Czy ma jakieś wady? Póki co jedynym zasadniczym minusem jest wydajność. Używam podkładu od miesiąca, prawie codziennie (jakieś 5-6 dni w tygodniu, jak mam wolne i nie wyłaniam się z domu, to się nie maluję) i podczas gdy tubka kremu BB za 5 funtów potrafiła mi starczyć na miesiące używania, tak w przypadku poduszki muszę już "szukać" podkładu, dociskać aplikator do brzegów, bo na środku gąbeczki już niewiele zostało. Poza tym nie oferuje kontroli sebum, mimo iż kierowany jest do posiadaczek cery tłustej. W sumie względem sebum jest neutralny, ani nie zapobiega przetłuszczaniu się ani go nie wzmaga. Kolejną wadą jest brak uzupełnienia, dodatkowe wkłady trzeba kupować osobno, co czyni z pozoru dość tanią poduszkę nieco droższą. Dla przykładu Laneige Pore Control kosztował mnie 23 funty za kompakt + dwa wkłady, czyli niewiele ponad dychę za wkład, natomiast Innisfree z pojedynczym wkładem kosztuje ok. 14 funtów, dodatkowy wkład dychę. Także chociaż mogłoby nam się wydawać, że kupujemy tańszą poduszkę, to tak naprawdę płacimy tyle samo co za Laneige. Przy czym Laneige ma o wiele więcej polotu, kompakt jest ładniejszy, bardziej elegancki. Minimalistyczny kompakt Innisfree wygląda po prostu taniej, mimo iż wcale tańszy nie jest.
Chociaż z drugiej strony brak dodatkowego wkładu można uznać za zaletę - jeśli produkt nie przypadnie nam do gustu nie musimy kombinować co zrobić z drugim, niechcianym wkładem.

A skoro już o wkładach mowa, to powiem Wam, że miałam niezłą zagwozdkę z kompaktem Innisfree. Z tego co widziałam na "poduszkowym" blogu My Asian Skincare Story, większość kompaktów ma po prostu otwór na dole, przez który wypychamy do góry wkład. Takie rozwiązanie jest zastosowane w moim Laneige i tego samego spodziewałam się po Innisfree, a tu zonk! Spód kompaktu Innisfree jest jednolity:



Przez chwilę pomyślałam, że może po prostu wkładu się nie wymienia i za każdym razem trzeba kupować kompakt. Ale nie, przecież widziałam na e-Bay same wkłady. Więc może po prostu mi się trafił jakiś bubel, tester czy cuś? Ano też nie, po prostu trzeba się pomocować chwilę z zawiasem od klapki chroniącej poduszeczkę przed wyschnięciem. Podważamy zawias i voilà:


 Trochę techniki i się człowiek gubi ;)


Cena: od 14 funtów (ok. 70zł) na e-Bay.

Plusy:
+ w końcu podkład, który obiecuje że jest matowy i faktycznie taki jest
+ trzyma się na twarzy cały dzień, nie straszne mu sebum ani pot
+ nie ścina się, nie utlenia, nie ciemnieje
+ ładny kolor
+ optymalne krycie - kryje niedoskonałości, ale wygląda naturalnie
+ wysoki filtr

Minusy:
- mało wydajny, a co za tym idzie drogi
- brak dodatkowego wkładu
- nie kontroluje produkcji sebum (ale jej też nie wzmaga)

Podsumowanie
Na chwilę obecną to mój podkładowy numer jeden, wszelkie inne podkłady i kremy BB poszły w zapomnienie. Mimo słabej wydajności, jestem bardzo z produktu zadowolona i serdecznie go polecam, szczególnie osobom szukającym czegoś matowego.

A co dla fanek efektu dewy?
Innisfree wypuściło równocześnie dwa podkłady w poduszce, które swoimi antagonistami. Przeciwnikiem (lub uzupełnieniem) matowego i odpornego na sebum Long Wear jest Water Glow Cushion, który oferuje rozświetlenie i nawilżenie.


A Wy jaki makijaż wolicie, matowy czy jednak glow? :)

wtorek, 28 kwietnia 2015

Naturalne metody łagodzenia PMS

Dzisiaj drogie Panie nieco odbiegam od codziennej tematyki mojego bloga, ale mam nadzieję że spodoba Wam się taka odmiana ;)
PMS (ang. premenstrual syndrome) czyli zespół napięcia przedmiesiączkowego, to zespół objawów który dopada nas przed "chorobą księżycową". Różne kobiety borykają się z różnymi objawami, niektóre nie mają ich wcale, niektóre dotyka on szczególnie boleśnie. Do najbardziej typowych objawów należy zmienność humorów, skok wagi w górę (na skutek zatrzymywania wody w organizmie) i obrzęk piersi. Mój PMS to zwiększona płaczliwość (potrafię wzruszyć się na reklamie telewizyjnej...) oraz koszmarny obrzęk piersi, na którym właśnie będę się skupiać w tym poście.
Pierwsza miesiączka dopadła mnie w wieku 11 lat i przez pierwszych kilka lat PMS w ogóle mnie nie dotyczył, tylko w trakcie pierwszego dnia menstruacji towarzyszył mi dość intensywny ból. W wieku 16 lat zaczęłam brać tabletki hormonalne Diane 35, które miały pomóc mi w walce z trądzikiem. W czasie ich brania nie miałam bolesnych miesiączek ani tym bardziej PMS, jednak na trądzik mi nie pomogły, za to zrobiły sieczkę z mózgu - ginekolog oczywiście przepisał mi je bez badań hormonalnych, musiały być źle dobrane i po pół roku zaczęłam mieć silne huśtawki nastrojów, napady histerii itp. Hormony odstawiłam i solennie poprzysięgłam sobie nie brać ich nigdy więcej. Wróciły bolesne miesiączki i pojawił się PMS, nie był on jednak zbyt uciążliwy. Męczyć zaczęłam się mniej więcej po ukończeniu 20go roku życia - wówczas zaczął pojawiać się mocny obrzęk piersi, do tego stopnia że na tydzień przed okresem zapomnieć musiałam o bieganiu czy podskakiwaniu, mogłam nosić tylko miękki, sportowy biustonosz, czasem nie mogłam spać, bo zasnąć mogę tylko na boku, a bólu dało się uniknąć tylko leżąc bez ruchu na plecach. Pewnego dnia, kiedy stękałam w pracy (bo nawet głupie schylenie się powodowało ból) koleżanka z pracy poleciła mi suplementację wiesiołka i tak oto zaczęła się moja przygoda z ziołami łagodzącymi PMS.

1. Olejek z wiesiołka



Olejek wiesiołkowy jest pozyskiwany z nasion rośliny i można go kupić w postaci płynu (olejku) lub w formie kapsułek. Olejek jest tłoczony na zimno i tylko na zimno powinien być spożywany - nie nadaje się do smażenia czy pieczenia, ale możemy go użyć np. do sałatki. Jest bogaty w nienasycone kwasy tłuszczowe, fitosterole, minerały (selen, cynk, magnez, wapń) oraz witaminę E. To właśnie dzięki połączeniu nienasyconych kwasów tłuszczowych i magnezu, wiesiołek ma pozytywny wpływ na gospodarkę hormonalną kobiet i dlatego polecany jest do łagodzenia objawów zarówno PMS jak i menopauzy.

Wskazania do suplementacji wiesiołkiem:
  • wysokie ciśnienie i cholesterol
  • choroby serca
  • chęć poprawy stanu cery
  • nadpobudliwość u dzieci
  • nowotwory złośliwe
  • PMS
  • menopauza
Przeciwskazania:
  • wiesiołka nie powinny przyjmować dzieci do lat 3
  • ciąża, karmienie 
Moje odczucia:
Wiesiołka brałam przez prawie rok, jedną kapsułkę dziennie o stężeniu 1000mg. Potrzebny jest ok. miesiąc, aby zauważyć efekty, po miesiącu faktycznie zauważyłam zmniejszenie bolesności piersi, po dwóch ustąpiło ono całkowicie. Nie zauważyłam jednak wpływu na związane z PMS wahania nastrojów, chociaż w moim przypadku nie jest ono tak dużym problemem. Dużą zaletą wiesiołka jest jego łatwa dostępność, kapsułki można dostać praktycznie w każdej aptece. Jest też dość tani - w sieci Boots (drogeria + apteka) 60 kapsułek kosztuje £7.99, a więc koszt miesięcznej kuracji to £4 (ok. 20zł).

2. Niepokalanek pospolity/mnisi



Suplementy z niepokalanka otrzymuje się z wysuszonych owoców tego krzewu. Niepokalanek wpływa na na podwzgórze i przysadkę mózgową, które wydzielają hormony lub wysyłają do innych części ciała sygnał inicjujący ich produkcję. Zioło to podnosi poziom hormonu luteinizującego (LH), jednocześnie hamując wydzielanie hormonu folikulotropowego, dzięki czemu zachowana zostaje równowaga hormonalna.

Wskazania do suplementacji niepokalankiem:
  • niepłodność u kobiet
  • menopauza
  • PMS
  • dysplazja gruczołów sutkowych
  • endometrioza
  • nieregularny cykl miesiączkowy
Przeciwwskazania:
  •  antykoncepcja hormonalna - niepokalanek pobudza produkcję hormonów przez co może zaburzać działanie tabletek antykoncepcyjnych i osłabiać ich skuteczność
Moje odczucia:
Niepokalanka stosowałam przez prawie pół roku i w moim odczuciu jest to najskuteczniejsze zioło w walce z PMS. Już po miesiącu całkowicie zlikwidował obrzęk piersi, działał nawet jeśli okazjonalnie zdarzyło mi się przeoczyć jego zażywanie. Przyjmowałam tabletki o stężeniu 1000mg, raz dziennie. Do jego wad należy utrudniona dostępność - czystego niepokalanka nie ma w brytyjskich aptekach, są tylko suplementy zawierające go jako jeden ze składników, niestety dość drogie. Kupowałam go przez e-Bay, gdzie jest dość tani, możemy kupić 100 tabletek za £5 (ok. 25zł). Dla zasady nie kupuję tabletek z foliowych woreczkach, jakoś im nie ufam, a słoiczki są nieco droższe £7 (ok. 35zł) za 90 tabletek. A więc koszt mojej miesięcznej kuracji wynosił nieco ponad £2 (ok. 10zł). Niepokalankiem niestety nie będą mogły cieszyć się panie stosujące antykoncepcję hormonalną, dodatkowo należy wziąć też pod uwagę, że w przeciwieństwie do wiesiołka, niepokalanek nie oferuje żadnych dodatkowych korzyści poza regulacją gospodarki hormonalnej.

3. Siemię lniane


Siemię lniane to nasiona lnu, bogate w nienasycone kwasy tłuszczowe, błonnik, witaminę E, cynk, lecytynę, flawonoidy i fitoestrogeny. To właśnie dzięki fitoestrogenom siemię lniane pomaga łagodzić objawy PMS czy menopauzy, "podmieniając" nasze estrogeny na łagodniejszą, roślinną odmianę tego hormonu. Siemię można spożywać bezpośrednio (dodać do sałatki lub przygotować napar) lub w formie olejku - podobnie jednak jak w przypadku wiesiołka olej lniany powinien być spożywany tylko i wyłącznie na zimno, w przeciwnym razie traci swoje dobroczynne właściwości.

Wskazania do suplementacji siemieniem lnianym:
  • wypadanie włosów
  • chęć poprawy stanu cery
  • zaparcia
  • choroba wrzodowa żołądka i dwunastnicy
  • wysoki cholesterol
Przeciwwskazania:
  • BRAK - nie znalazłam żadnej informacji o przeciwwskazaniach do stosowania siemienia lnianego. Jedyna informacja na jaką udało mi się trafić, to w komentarzach na blogu Zapytaj Farmaceutę - pewna Pani pytała o łączenie suplementu zawierającego m.in. siemię lniane z tabletkami anty, Pani farmaceutka zaleciła branie ich w pewnym odstępie czasu. Screen komentarza:

Moje odczucia:
Brałam siemię lniane przez 3 miesiące, jedną tabletkę o stężeniu 1000mg dziennie. Niestety nie zauważyłam żadnej poprawy w objawach PMS - nadal puchłam jak bania, dlatego też je porzuciłam na rzecz innych suplementów. Nieoczekiwanym plusem była jednak poprawa stanu paznokci - moje paznokcie są słabe i mają tendencję do rozwarstwiania, po ok. miesiącu suplementacji siemieniem zauważyłam ich wzmocnienie, przestały się rozdwajać, co więcej nie biorę siemienia już od trzech miesięcy, a moje paznokcie wciąż mają się dobrze :) do zalet siemienia należy również jego dostępność, samo siemię jest dostępne w supermarketach i sklepach ze zdrową żywnością, tabletki można kupić w sklepach z suplementami, ja kupowałam je na e-Bay - 60 tabletek za £6 funtów, a więc miesięczna kuracja kosztowała mnie £3 (ok. 15zł). Co ważne, olej lniany jest wrażliwy na promienie słoneczne, więc kapsułki powinny być przechowywane w nieprzezroczystym pojemniku.

4. Czerwona koniczyna


Ta niepozorna roślinka, której wszędzie pełno stanowi bogate źródło izoflawonów i od wieków służy kobietom jako remedium na dolegliwości związane z menopauzą. Suplementy otrzymuje się z suszonych kwiatów koniczyny, które prócz izoflawonów zawierają również witaminy (A, B, C, E, P), mikroelementy (w tym: wapń, żelazo, potas, magnez, miedź, fosfor, selen, chrom), antocyjany i fenolokwasy oraz niewielkie ilości garbników karotenu. 

Wskazania do suplementacji czerwonej koniczyny:
  • wzmacnianie odporności
  • oczyszczanie organizmu z toksyn
  • menopauza
  • wysoki cholesterol
Przeciwwskazania:
  • BRAK - nie znalazłam żadnej informacji na temat przeciwwskazań do suplementacji koniczyną, choć tak jak w przypadku siemienia przypuszczam, że należałoby zachować pewną ostrożność przy stosowaniu antykoncepcji hormonalnej. W razie wątpliwości skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą ;)
Moje odczucia:
Czerwona koniczyna zafundowała mi psikusa - kiedy zaczęłam suplementację, do tej pory regularny jak w zegarku okres przesunął mi się o... dwa tygodnie. Po tym przesunięciu w czasie cykl się unormował i jest regularny. Czerwona koniczyna pomogła mi złagodzić puchnięcie piersi, jednak na efekty musiałam poczekać miesiąc, a po tym czasie przyjmować ją regularnie - jeśli w ciągu miesiąca przez kilka dni zapomnę o tabletce puchnięcie niestety wraca. Przyjmuję jedną tabletkę dziennie o stężeniu 1000mg. Koniczyna jest najdroższym z suplementów jakie stosowałam - 30 tabletek kosztuje £6, a więc miesięczna kuracja wynosi ok. 35zł.

Terminologia
Fitoestrogeny – związki organiczne zawarte w roślinach, działające w organizmie ludzkim na podobieństwo estrogenów.
Izoflawony - jedna z klas fitoestrogenów (inne klasy to: lignany, pochodne kumenu, laktony rezorcyny). Izoflawon to równocześnie flawonoid.
Flawonoidy  – grupa organicznych związków chemicznych występujących w roślinach, spełniających funkcję barwników, przeciwutleniaczy i naturalnych insektycydów oraz fungicydów, chroniących przed atakiem ze strony owadów i grzybów.  Działanie lecznicze niektórych ziół jest uwarunkowane obecnością w nich odpowiednich flawonoidów. I tak bogatym źródłem fitoestrogenów są produkty sojowe zawierające flawonoidy, głównie izoflawony genisteinę i daidzeinę.

Podsumowanie
Z czterech ziół jakie do tej pory stosowałam najlepiej oceniam działanie niepokalanka i prawdopodobnie wrócę do niego, kiedy wyczerpię swój obecny zapas czerwonej koniczyny.
A może znacie jeszcze inne zioła wspomagające regulację hormonów? 

a E, cynk, selen, magnez i wapń

http://www.poradnikzdrowie.pl/zdrowie/medycyna-niekonwencjonalna/olej-z-wiesiolka-nie-tylko-na-skore-wlasciwosci-lecznicze-i-kosmetyczn_36670.html

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
 
site design by designer blogs