piątek, 21 czerwca 2013

W poszukiwaniu ideału: Tony Moly Dear Me Petite Cotton BB Cream

Hej hej!
W ramach jednego większego zamówienia (rasowa blogerka powiedziałaby "haulu", ale mnie jakoś to określenie nie pasuje :] ) stwierdziłam, że kupię sobie jakiś BB mniej więcej w ciemno. Padło na kremik od Tony Moly - miła odmiana, bo póki co większość moich kosmetyków azjatyckich to Skin Food... A oto i on:


Opis producenta: Ten krem BB uczyni twoją skórę dziecięco miękką, przylega lekko do skóry sprawiając, że jest ona bez skazy. Zapewnia dobre krycie bez pozostawiania tłustej warstwy.
Wybaczcie, wiem że te opisy producenta brzmią czasem trochę dziwnie, ale często koreańscy sprzedawcy/producenci posługują się językiem angielskim rodem z translatora, a i mnie z racji życia w anglojęzycznym kraju ciężko czasem niektóre sformułowania na poprawny polski przetłumaczyć...

W składzie znajdziemy kilka dobroczynnych substancji:
  • Arbutynę - aktywny składnik rozjaśniający skórę, pomocny przy hiperpigmentacji spowodowanej trądzikiem, alergiami, infekcjami itp. Stanowi również naturalny filtr UV.
  • Krzemionkę - matuje skórę.
  • Ekstrakt z portulaki warzywnej - ma właściwości łagodzące, przyspiesza proces gojenia, poprawia elastyczność skóry. Jest naturalnym źródłem witamin A, C i E oraz koenzymu Q10, antyoksydant, zapobiega przedwczesnemu starzeniu się i chroni skórę.
  • Ekstrakt z oczaru wirginijskiego (witch hazel) - ma działanie ściągające, antybakteryjne i przeciwzapalne, dzięki czemu jest popularnym składnikiem kosmetyków dla cery trądzikowej. Antyoksydant.
  • Adenozyna - pomaga przeciwdziałać zmarszczkom, redukuje uszkodzenia skóry spowodowane promieniowaniem UV, wspomaga produkcję elastyny i kolagenu, dzięki czemu skóra jest bardziej elastyczna.
  • Kwas hialuronowy - występuje naturalnie w naszej skórze, z wiekiem jednak jego ilość zmniejsza się przez co nasza skóra starzeje się i wiotczeje. Posiada niesamowitą właściwość zatrzymywania wody - jedna cząsteczka kwasu hialuronowego potrafi utrzymać ilość wody tysiąckrotnie przewyższającą jej masę. Jest jednym z najlepiej znanych substancji nawilżających.
  • Ekstrakt z Gotu Koli - zapobiega foto-starzeniu się skóry, wzmacnia strukturę kolagenu. Popularna w medycynie hinduskiej jako składnik pomagający leczyć bardzo suchą skórę. Ma działanie przeciwzapalne.
Chociaż większość z nich znajduje się pod koniec składu, a więc krem nie zawiera ich wiele.

Pełen skład: Water, Cyclotetrasilxane, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Cyclohexasiloxane, Titanium Dioxide, Butylene Glycol, Cyclomethicone, Cyclopentasiloxane, Zinc Oxide, Cetyl PEG/PPG-10/1Dimethicone, Sorbitan Sesquioleate, Arbutin, Hexyl Laurate, Polymethyl Methylmethacrylate, Polygryceryl-2 Triisostearate, Bees Wax, Dimethiconecopolypol, Sodium Chloride, Cl 77492, Magnesium Aluminium Silicate, Disteardimonium Hectorite, Dimethicone/Vinyl Dimethicone Crosspolymer, Silica, Portulaca Oleracea Extract, Hamamelis Virginiana (Witch Hazel) Bark/Leaf/Twig Extract, Adenosine, Triethoxycaprylylsilane, Sodium Hialuronate, Centella Asiatica Extract.

 Krem zamknięty jest w miękkiej tubce do wyciskania o pojemności 30g. Posiada tylko jeden odcień: #1 Cotton Beige, co budziło pewne obawy przed zakupem - okazały się one jednak zupełnie zbędne, kolor świetnie dopasował się do mojej skóry.


Krem ma kapitalną konsystencję - nie za rzadką i nie za gęstą, można nakładać go dowolnym sposobem - testowałam palcami, gąbeczką i pędzlem. Najbardziej zaskoczyło mnie to, że nie tworzy smug podczas nakładania, choć smużenie jest charakterystyczne dla kremów BB. W związku z tym aplikacja przebiega szybko i sprawnie, sięgam po niego zawsze kiedy się spieszę, jako że mogę go po prostu rozsmarować na twarzy bez konieczności wklepywania. Krem oferuje całkiem niezłe krycie, wycisza zaczerwienienia i delikatnie maskuje blizny, wyglądając przy tym bardzo świeżo i naturalnie. Nie wchodzi w zmarszczki, za co ogromny plus i nie podkreśla mocno suchych skórek (chociaż przypuszczam że na mocno przesuszonej skórze coś by pewnie podkreślił, moja jest aktualnie w dobrym stanie pod tym względem). Jest rozświetlający w typowy dla BB sposób, matuję go odrobinę pudrem. Trwałość* jest niezła, zaczynam się świecić po ok. 2 godzinach (jak przy każdym innym kosmetyku kolorowym...), po ściągnięciu nadmiaru sebum bibułką i ponownej aplikacji pudru buzia wygląda ok przez najbliższe kilka godzin. Produkt jest praktycznie bezzapachowy. Posiada filtr SPF30 PA ++.

Cena:  od 4 funtów (ok. 20zł) na e-Bay

Podsumowanie:
Plusy:
+ idealna konsystencja - nie za rzadka, nie za gęsta
+ nie tworzy smug podczas nakładania
+ nie wchodzi w zmarszczki
+ nie podkreśla mocno suchych skórek
+ dobrze dopasowany kolor
+ niezłe krycie przy zachowaniu naturalnego wyglądu
+ tani

Minusy:
jak dla mnie brak!

Na chwilę obecną jest to mój ulubiony krem bb, cieszę się że w ramach mojego Poszukiwania Ideału, to właśnie ten kupiłam w pełnowymiarowej wersji. Póki co trochę go oszczędzam, na co dzień testuję inne, po ten sięgam kiedy się spieszę lub kiedy potrzebuję mieć pewność co do wyglądu mojej buzi. Zakup w ciemno okazał się strzałem w dziesiątkę, serdecznie polecam!

*Jeśli chodzi o trwałość (i utrzymanie matu), to o ile nie jest tragicznie krótka nie biorę jej mocno pod uwagę w swojej ocenie - mam masakrycznie tłustą cerę i nie wierzę w to, że jakikolwiek kosmetyk kolorowy mógłby zmniejszyć jej przetłuszczanie się. Poza tym pracuję na pełen etat i czasem ciężko jest mi określić trwałość danego kremu, jako że nie jestem w stanie zaglądać do lustra co godzinę (może i bym była, ale w ferworze pracy po prostu zapominam xD), stąd też moje ogólnikowe określenia typu "kilka godzin" niż np. "krem utrzymuje względny mat przez x godzin"...

czwartek, 20 czerwca 2013

W poszukiwaniu ideału: Skin Food Mushroom Multi Care BB Cream

Dobry wieczór :)
Obkupiłam się w próbki i niniejszym zaczynam swoje Poszukiwania Ideału pośród kremów BB ;)
Na dobry początek chyba najpopularniejszy krem od Skin Food zawierający ekstrakt z grzybków.



Opis producenta: Ten trzy-funkcyjny krem BB zapewnia ochronę przed promieniami UV i głębokie nawilżenie z ekstraktami z aloesu i grzybów, podczas gdy arbutyna* i adenozyna** czynią skórę przejrzystą i elastyczną.

*Arbutyna - związek stosowany w leczeniu hiperpigmentacji spowodowanej przez trądzik, reakcje alergiczne, infekcje, blizny, związki fototoksyczne etc. Można ją także stosować w terapii trądziku oraz w leczeniu stanów zapalnych. Jest także naturalnym filtrem zatrzymującym promieniowanie UV.

**Adenozyna - pomaga utrzymać skórze elastyczność, gdyż utrzymuje kształt włókien kolagenowych i odpowiada za tworzenie nowych.

Pełnowymiarowy produkt to klasyczna tubka do wyciskania o pojemności 50g, ja testowałam odlewkę kremu o pojemności 2g.



Oczywiście musiałam zużyć prawie całą próbkę zanim zebrałam się w sobie do zrobienia zdjęcia...
Krem ten ma bardzo gęstą konsystencję przez co niestety nie jest zbyt wydajny. Ilość pokazana na zdjęciu wystarczyła na jedną aplikację pędzlem. Próbowałam go nakładać również palcami i gąbeczką, pędzlem było zdecydowanie najwygodniej. Plusem gęstej konsystencji jest to, że z łatwością można go nałożyć grubszą warstwą w miejscach które potrzebują dodatkowego krycia. Ogółem krem ten kryje ładnie, wycisza zaczerwienienia, przykrywa trochę blizny. Przy nakładaniu tworzy smugi, co jest z resztą dość typowe dla kremów BB. Niestety podkreśla trochę zmarszczki. Posiada filtr SPF20 PA +.



Kolor jest moim zdaniem bardzo neutralny i świetnie dopasował się do mojej karnacji. Jak widać na zdjęciu - krem jest tylko trochę rozprowadzony, a nie wyróżnia się mocno na tle skóry. Krem nadaje skórze typowy dla kremów BB efekt "glow", nie jest to wybitnie mocne świecenie, ale ja wolałam go troszkę zmatowić pudrem.

Jest to kolejny produkt od Skin Food, który zaskoczył mnie (pozytywnie) swoim zapachem. No bo jak może pachnąć grzybkowy kosmetyk? Ten pachnie grejpfrutem ^^ zapach jest dość mocno wyczuwalny i bardzo mi się podoba, daje uczucie świeżości co jest bardzo przyjemnym akcentem podczas robienia makijażu. Zapach znika chwilę po nałożeniu na skórę.

Produkt dobrze współgra z innymi kosmetykami, nałożony na niego puder matujący i róż dobrze się trzymają. Podczas ostatniej aplikacji zaryzykowałam i nałożyłam go w okolicach oczu, choć staram się unikać nakładania tam innych kosmetyków niż te specjalnie do tego stworzone (jak np. Skin Food Salmon Concealer), od kiedy dostałam jakiś czas temu uczulenia na powiekach. Kremik wytuszował cienie i worki, cień do powiek trzymał się na nim ładnie, nie wysuszył mi powiek, chociaż była to jednorazowa aplikacja, więc nie wiem jak byłoby na dłuższą metę.

Trwałość oceniłabym jako "normalną" - czyli przy mojej tłustej cerze tłusto zaczęło być po 2-3 godzinach. Po ściągnięciu nadmiaru sebum bibułką krem wyglądał dobrze przez następne kilka godzin.

Cena za pełnowymiarowy produkt: od 7 funtów (ok. 35zł) w górę.

Podsumowanie:
Plusy:
+ cudowny grejpfrutowy zapach ^^
+ dobre krycie
+ dobrze dopasowany kolor
+ nie podkreśla suchych skórek

Minusy:
- trochę mało wydajny
- tworzy smugi podczas nakładania
- wchodzi w zmarszczki

Ogółem jest to całkiem przyzwoity krem BB o bardzo przystępnej cenie biorąc pod uwagę pojemność. Mając do dyspozycji tylko tę próbkę rozważyłabym zakup pełnowymiarowej wersji, póki co jednak mam jeszcze 6 próbek do testowania ;)

piątek, 14 czerwca 2013

Skin Food: Salmon Brightening Eye Cream & Salmon Dark Circle Concealer Cream

Witam!
Długo mnie nie było; najpierw urlop a potem marne próby przegonienia po-urlopowego lenia. Ehhh ;)
Ku mojej uciesze, w domu czekała już na mnie paczka z Korei, a w niej kilka nowych cudeniek, głównie z firmy Skin Food. Także dzisiaj w ramach zadośćuczynienia notatka 2w1 ;)

Skin Food Salmon Brightening Eye Cream


Opis producenta: Zawierający arbutynę i bogaty w Omega-3 ekstrakt z ikry łososia, produkowanej w Hokkaido w Japonii, krem przynosi ulgę i rozjaśnia ciemne cienie wokół oczu.
Sposób użycia: Po aplikacji toniku, nałóż odpowiednią ilość kremu wokół oczu i delikatnie wklep aby wspomóc wchłanianie.

Zanim przejdę do samego kremu, trzeba Wam wiedzieć moi drodzy, że worki i cienie wokół oczu (nie tylko pod, bo powieki też mam dość ciemne) mam straszliwe i niestety genetyczne (dzięki tato :P). W związku z tym oczy podkrążone mam zawsze, niezależnie od ilości snu, choć wiadomo, że przy zmęczeniu są trochę straszniejsze niż zazwyczaj. Ogólnie nie wierzę w cuda i wiem, że żaden kosmetyk nie pomoże mi się wyzbyć tego problemu całkowicie, świadomość ta jednak nie przeszkadza mi w wydawaniu fortuny na kremy pod oczy xD
Do zakupu produktu Skin Food skłoniło m.in. pojawienie się dziwnego uczulenia na powiekach - były wysuszone, łuszczące, zaczerwienione i swędziały... masakra! Skin Food używa naturalnych ekstraktów, poza tym łosoś sam w sobie jest tłusty, liczyłam więc na dobre nawilżenie. I nie zawiodłam się :)

Produkt przyjechał zgrzany folią, co jest typowe dla kosmetyków Skin Fooda. Znajduje się w szklanym słoiczku, z zewnątrz obudowanym czymś metalicznym (aluminium?). Pierwsze co powaliło mnie w tym kosmetyku to wielkość słoiczka - do tej pory używałam kremów pod oczy głównie w tubkach, raz tylko miałam słoiczek i był on maleńki. Skin Food natomiast oferuje nam 30g produktu - zawsze mam problem z wyobrażeniem sobie wielkości produktu znając tylko pojemność, stąd też moje zdziwienie. Krem jest wydajny, więc tak spory słoiczek starczy mi chyba na rok xD Używam dwa razy dziennie od trzech tygodni i póki co śladów zużycia nie widać.



Konsystencja to treściwy krem. W swojej treściwości nie jest on jednak tłusty - wchłania się dość szybko i zostawia skórę wokół oczu doskonale nawilżoną. Nadaje się pod makijaż, nie zostawia żadnego filmu na skórze.
Zapach? Z łososiem czy inną rybą nie ma nic wspólnego xD delikatny i kwiatowy. Z produktami Skin Food często tak jest, że nie do końca wiadomo jakiego zapachu się spodziewać (ekstrakty z pomidorów, łososia, grzybków...), ale ostatecznie zapach okazuje się miłym zaskoczeniem.
A teraz najważniejsze: działanie. Panie i Panowie, oznajmiam wszem i wobec że rozjaśniający krem z ekstraktem z łososia DZIAŁA. Moja skóra wokół oczu ma się świetnie - rozjaśniona i nawilżona, a za dobrym nawilżeniem idzie też delikatna neutralizacja zmarszczek (mam takie "śmieszki" będące poziomą linią pod dolną powieką). Niestety niewiele robi z opuchnięciami pod oczami (czyt. worami), ale też producent tego nie obiecuje, więc nie ma co narzekać.

Cena: od 9 funtów (ok. 44zł) na e-Bay.

Podsumowanie:
Plusy:
+ treściwa konsystencja i szybkie wchłanianie
+ dobre nawilżenie
+ zapach
+ rzeczywiście rozjaśnia cienie
+ cena w stosunku do pojemności jest niewielka

Minusy:
- Nie robi nic z opuchnięciami, ale producent tego nie obiecuje, więc to taki minus-nie minus ;)

Kiedy już skończę ten słoiczek (a trochę mi to zajmie...) na pewno jeszcze do niego wrócę, choć może nie od razu aby móc przetestować inne produkty tego typu.


Skin Food Salmon Dark Circle Concealer Cream


Opis producenta: Korektor, który efektywnie ukrywa cienie pod oczami, zawiera ekstrakt z łososia. (Krótko i na temat xD)
Sposób użycia: Po aplikacji podkładu nałóż odpowiednią ilość korektora i delikatnie wklep wokół oczu.

Produkt znajduje się w szklanym słoiczku o pojemności 10g, gwarancją nowości jest folia zgrzana wokół słoiczka. Korektor dostępny jest w dwóch odcieniach: #1 Salmon Blooming i #2 Salmon Beige, jestem posiadaczką jedynki. Kiedy otworzyłam kosmetyk, kolor nieco zbił mnie z tropu...


Do tej pory nigdy nie używałam korektora typowo pod oczy, raczej jakiego uniwersalnego, który kolor miał bardziej naturalny i typowo podkładowy (dla jasnej cery), ten natomiast jest pomarańczowo-różowy. Okazało się jednak, że tylko wierzchnia, wygładzona warstwa tak straszy kolorem, po przetarciu palcem kolor jest nieco delikatniejszy:


Konsystencja jest dość zbita (czyli nie wkładamy palca/aplikatora w produkt, tak jak byśmy mogli zrobić to z kremem, a muskamy jego wierzchnią warstwę) i aksamitna, jest banalny w aplikacji (na Wizażu niektóre Panie skarżyły się na aplikację - ja wklepuję delikatnie opuszkiem palca i taki sposób sprawdza się świetnie), ładnie trzyma się na skórze, tuszuje wszelkie zeciemnienia i zsinienia (jakie słowotwórstwo...), rozświetla spojrzenie. Nie włazi w zmarszczki i nie roluje się w miejscu zgięcia powieki, za co ogromy plus. Prócz funkcji tuszujących pełni także funkcje pielęgnujące: skóra po nim jest tak przyjemna w dotyku, że mam niezdrową ochotę macać się po oczach xD Próbowałam też w ramach eksperymentu zastosować go na inne części twarzy i coś tam wytuszował, jednak jest stworzony do krycia fioletowawych cieni, nie zaczerwienień po pryszczach.
Gdzieś przeczytałam, że absolutnie nie nadaje się pod makijaż. Cóż, czy tak jest, to nie wiem, bo jeśli mam zamiar użyć cienia do powiek, nie nakładam na nie korektora, bo i po co...?

Cena: Od 5 funtów (ok. 25 złoty) na e-Bay.

Plusy:
+ wydajność w stosunku do ceny
+ dobre krycie
+ właściwości pielęgnujące
+ nie wchodzi w zmarszczki, nie roluje się
+ zapach

Minusy:
BRAK! :)

Podsumowanie: Oba produkty z łososiowej serii są rewelacyjne i serdecznie je polecam ;)


P.S. Mój blog dorobił się pierwszego obserwatora. Bardzo się cieszę i dziękuję :) jestem też teraz nieco bardziej stremowana przed publikacją notki; więc to prawda że jak coś się wrzuci do internetu to w końcu ktoś to przeczyta? :P

czwartek, 9 maja 2013

Skin Food Royal Honey Hydro Massage Gel

Witam :)
Dzisiaj krótka i zwięzła recenzja kosmetyku z nawilżającej, miodowej serii Skin Food.


Opis producenta: Nawilżający żel do masażu z czarnym miodem oraz mleczkiem pszczelim, który uzupełnia utraconą wilgotność i zamienia odwodnioną skórę w piękną "glazurowaną miodem" cerę.
(Wiem że brzmi trochę dziwnie, ale jako że już prawie myślę po angielsku mam problemy z tłumaczeniem niektórych słów na polski).
Sposób użycia: Nałóż równomierną warstwę na twarz i masuj przez 3-5 minut. Pozostaw na twarzy lub zmyj letnią wodą.




Żel jest niczym innym jak przezroczystym żelem (masło maślane xD), który z łatwością rozprowadza się na twarzy i jest praktycznie bezzapachowy. Uważam, że jest dość wydajny - 3ml próbki wystarczyło mi na trzy porządne użycia, przy nieco bardziej oszczędnym trybie mogłoby starczyć na cztery. Nie byłam jednak w stanie masować skóry AŻ przez 3 minuty - nie wiem czy to moja skóra była tak "spragniona" czy ten kosmetyk tak dobrze się wchłania - ale pomasowałam jakąś minutę po czym zostawiłam na twarzy, jedynie lekko odczuwając jakąś powłoczkę na skórze. Żel jest lekki i nie klei się, więc można spokojnie zostawić go na twarzy na noc bez żadnego dyskomfortu. Zmyłam następnego dnia rano i to bez żadnego kosmetyku myjącego, samą wodą, a następnie tonikiem. Skóra nagrodziła mnie pięknym, zdrowym wyglądem, była miękka i gładka w dotyku - bajka! :) Nawilżenie było odczuwalne i to bez obciążania (gdyby produkt był zbyt ciężki lub zbyt tłusty, rano powitałyby mnie "diody" ;) ). W ciągu dnia skóra przetłuszczała się znacznie mniej niż zazwyczaj, czyli po raz kolejny przekonałam się, że tłustą skórę trzeba nawilżać, nie wysuszać. Myślę że to świetny produkt na kurację nawilżającą dla skóry, raz albo dwa razy w tygodniu.

Cena pełnowymiarowego produktu (190 gram): od 10 funtów (ok. 48zł) na e-Bay.

Jest to druga próbka z serii Royal Honey, jaką miałam - pierwszą była Royal Honey Hydro Essence. Oba produkty wywarły na mnie tak pozytywne wrażenie, że jestem przekonana o zakupie minimum jednego pełnowymiarowego kosmetyku z tej serii. Póki co zamówiłam zestaw czterech miniaturek, zawierający tonik, emulsję, esencję i krem. Nie mogę się doczekać przetestowania ich w serii :)

piątek, 3 maja 2013

W poszukiwaniu ideału: Skin Food Good Afternoon Peach Green Tea BB Cream

Recenzja do której zabieram się jak do jeża od ponad tygodnia, odwlekana najpierw przez brak aparatu a później przez niezdecydowanie. Ocena tego kremu to dla mnie nie lada orzech do zgryzienia, jako że każdego dnia efekt był inny... Ale zacznijmy od ogółów, a potem przejdę do szczegółów :)

Opis producenta: Kontrolujący wydzielanie sebum i matujący krem BB, który utrzymuje skórę świeżą i matową z bogatym w witaminy ekstraktem z brzoskwini i kontrolującą sebum zieloną herbatą. 


Krem zamknięty jest w klasycznej tubce do wyciskania (piszę klasycznej ponieważ modną wersją wśród kremów BB jest tubka z pompką) o pojemności 30g. Produkt przychodzi w uroczym kartonowym opakowaniu.



Odcień posiadany przeze mnie to No.1 Light Beige. Jest idealny, dość jasny, ale wyglądający zdrowo, nie trupio blado. Ma przyjemny, delikatny brzoskwiniowy zapach.

Krem ma dość gęstą konsystencję, więc jego aplikacja może sprawiać pewne problemy. Rozsmarowywany tworzy smugi, więc lepiej jest go wklepać, aczkolwiek trzeba uważać aby nie nałożyć go za dużo. Dzięki jego gęstej konsystencji dość łatwo nałożyć go grubszą warstwą, co może równie przydatne jak i zgubne. Dlaczego? Nałożony grubiej owszem maskuje całkiem nieźle, ale niestety nie stapia się tak dobrze ze skórą i jest widoczny. Także może nadać się dla osób lubiących bardziej podkładowy efekt. Ja jednak jestem zwolenniczką naturalnego wyglądu, z moimi bliznami trądzikowymi jestem w pewnym stopniu pogodzona i jeśli mam wybierać pomiędzy lekkością i naturalnym wyglądem z widocznymi bliznami, a zakrytymi bliznami z maską na twarzy, to zdecydowanie wolę to pierwsze.
No i tutaj dochodzimy do tego, dlaczego ów krem każdego dnia mnie zaskakiwał. Trzeba się po prostu nauczyć odpowiednio go aplikować, tak żeby wyglądał dobrze, mnie osobiście zajęło to kilka dni. Próbowałam nakładać go palcami, gąbeczką i pędzlem, zdecydowanie najlepiej nakłada się go "stemplując" gąbeczką, wygląda wówczas najbardziej naturalnie.

Kolejna przyczyna niespodzianek, to to, że ów BB mocno podkreśla wszelkie suche skórki i nierówności na naszej skórze. Potrafi znaleźć skórki o których istnieniu nie miałam pojęcia - jednego dnia zrobił mi coś naprawdę dziwnego z czołem. Fuj. Już miałam się pogniewać, kiedy postanowiłam że zrobię peeling mechaniczny (którego nie robiłam od dość dawna, ponieważ codziennie używam Ginvera Marvel Gel, a ostatnio rozpoczęłam również serię zabiegów mikrodermabrazji)  i dam mu jeszcze jedną szansę. I proszę - następnego dnia wyglądał na twarzy bardzo dobrze. Więc jeśli chcę używać tego kremu będę się musiała przeprosić z peelingiem mechanicznym... Chociaż może po następnych mikrodermabrazjach będzie lepiej.

Jeśli chodzi o efekt matowienia - jest on faktycznie bardziej matowy od np. Misshy, aczkolwiek nie jest to typowo podkładowy czy pudrowy mat, wciąż trochę rozświetla skórę w typowy dla BB sposób. Nie zauważyłam aby w jakiś znaczący sposób regulował wydzielanie sebum - standardowo nos zaczyna mi się świecić już po 2h, ale po ściągnięciu nadmiaru sebum bibułką wygląda w miarę względnie przez następne kilka godzin. Niestety troszkę się ściera nawet przy bardzo ostrożnym stosowaniu bibułek, także lepiej mieć przy sobie np. puder prasowany dla wprowadzenia poprawek.

Krem zawiera filtr SPF20 PA+.

Cena: od 5 funtów na e-Bay (ok. 24zł)
 
Podsumowanie: 
Plusy:
+ nieco bardziej matowy od innych BB
+ ładny kolor
+ dobre krycie
+ przyjemny zapach
+ tani

Minusy:
- podkreśla suche skórki
- wchodzi w zmarszczki
- tworzy smugi podczas nakładania
- nie kontroluje wydzielania sebum

Podsumowując brzoskwiniowo-herbaciany krem BB tyłka nie urywa :] jestem troszkę rozczarowana, ponieważ oczekiwałam czegoś więcej (może moje oczekiwania były za wysokie?). Nie jest to jednak tragiczny produkt, da się go zużyć.

Skład: Water, Cyclopentasiloxane, Titanium Dioxide, Cetyl PEG/PPG-10/1 Dimethicone, Ethyl Methoxycinnamate, Dipropylene Glycol, Boron Nitride, Ceresin, Cyclohexasiloxane, Sorbitan Isostearate, Sodium Chloride, Vinyl Dimethicone / Methicone Silsesquioxane Crosspolymer, Peach Extract, Sorbitan Olivate , Caprylyl Methicone, green tea extract, HDI / Trimethylol Hexyllactone Crosspolymer, Trimethylsiloxysilicate, Silica, Aluminum Hydroxide, Stearic Acid, Triethoxycaprylylsilane, Talc, phenoxyehtanol, Methylparaben, Propylparaben, Fragrance, Yellow Iron Oxide, Red Iron Oxide, Black Iron Oxide

Skin Food Tomato Whitening Toner & Serum

Witam, dzisiaj opiszę dwa wybielające produkty pomidorowe od Skin Food, stanowiące na chwilę obecną podstawę mojej pielęgnacji <3

Tomato Whitening Toner


Opis producenta: Ten rozjaśniający skórę tonik zawiera arbutynę i ekstrakt z pomidora bogaty w likopen, witaminy i minerały, czyni zszarzałą skórę rozjaśnioną i wolną od przebarwień, ujednolica koloryt cery.

Kluczowe składniki:
  • Arbutyna - aktywny składnik rozjaśniający skórę, używany do leczenia hiper-pigmentacji spowodowanej trądzikiem, alergiami, infekcjami. Chroni skórę przed uszkodzeniami spowodowanymi promieniowaniem UV.
  • Kwas hialuronowy - występuje naturalnie w naszej skórze, z wiekiem jednak jego ilość zmniejsza się przez co nasza skóra starzeje się i wiotczeje. Posiada niesamowitą właściwość zatrzymywania wody - jedna cząsteczka kwasu hialuronowego potrafi utrzymać ilość wody tysiąckrotnie przewyższającą jej masę. Jest jednym z najlepiej znanych substancji nawilżających.
  • Aminokwasy: alanina, prolina, seryna, treonina, glicyna, arginina, lizyna - nawilżają i odżywiają skórę
  • Ekstrakt z pomidorów - bogaty w likopen i witaminę C. Likopen to naturalny barwnik występujący w czerwonych owocach i warzywach; silny antyoksydant, chroni skórę przed przedwczesnym starzeniem. Witamina C chroni skórę przed zniszczeniami spowodowanymi promieniowaniem UV, rozjaśnia i rozświetla cerę, redukuje stany zapalne i wspomaga produkcję kolagenu.
  • Ekstrakt z korzenia dziwidła (konjac) - dziwidło ma wiele zastosowań w tradycyjnej medycynie chińskiej, m.in. oczyszczanie z toksyn, redukcja guzów (także nowotworowych), zapobieganie skrzepom, rozrzedzanie flegmy. Ekstrakt z korzenia jest bogaty w glukomannan, który przyspiesza gojenie ran.
  • Ekstrakt z owocu granatu - silny antyoksydant, ma działanie antybakteryjne, przeciwdziała starzeniu się skóry, nadaje cerze promienny wygląd. Znajduje zastosowanie w pielęgnacji suchej skóry, plam pigmentacyjnych, trądziku i blizn.




Pełen skład: WATER, ALCOHOL, GLYCERIN, ARBUTIN, PROPYLENE GLYCOL, PEG/PPG-17/6, COPYLOMER, PEG-60, HYDROGENATED CASTOR OIL, HYDROGENATED LECITHIN, BUTYLENE GLYCOL, BETAINE, SODIUM HYALURONATE, SORBITOL, ALANINE, PROLINE, SERINE, THREONINE, GLYCINE, ARGININE, LYSINE, GLUTAMIC ACID, SODIUM PCA, DIETHOXYETHYL SUCCINATE, BETA-GLUCAN, SODIUM CITRATE, TOCOPHERYL ACETATE, CAPRYLICYC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, DIACETYL BOLDINE, SOLANUM LYCOPERSICIUM (TOMATO) FRUIT/LEAF/STEM EXTRACT, AMORPHOPHALLUS KONJAC ROOT EXTRACT, PUNICA GRANATUM FRUIT EXTRACT, CHAENOMELES SINENSIS FRUIT EXTRACT, DISODIUM EDTA, METHYLPARABEN, PHENOXYMETHANOL, CI 15985, PARFUM

Tonik umieszczony jest w szklanej butelce o pojemności 135ml. Pod zakrętką znajduje się zabezpieczenie w postaci "przykrywki" z niewielkim otworem pośrodku - dzięki niemu produkt nam się nie rozleje, możemy trzymać butelkę do góry nogami i nią potrząsać, a i tak nie wydobędzie się z niej więcej niż kropelka produktu. Z jednej strony dobrze - ponieważ często zdarza mi się rzeczy upuszczać czy przewracać - z drugiej jednak jest to trochę irytujące, bo trzeba się trochę namachać żeby odpowiednio zwilżyć wacik ;)
Produkt ma bardzo ładny zapach, trochę kwiatowy, w każdym bądź razie na pewno nie pomidorowy ;) chociaż zawiera alkohol, nie czuć tego w zapachu.
Tonik jest troszkę gęstszy od zwykłego toniku, czyli ma odrobinę gęstszą konsystencję od wody.
Najbardziej lubię w nim to, że pomimo zawartości alkoholu nie wysusza skóry, a wręcz odrobinę nawilża - redukuje nieco uczucie ściągnięcia jakie pojawia się po umyciu twarzy, co jest dużym plusem, bo spotkałam się z tonikami, które to uczucie wręcz pogłębiały.
Jeśli chodzi o jego właściwości wybielające, to nie jestem w stanie ich określić osobno dlatego produktu, jako że od początku stosuję go z serum. Podsumuję je razem na końcu postu. 


Cena: 9-15 funtów (ok. 45-60zł) na e-Bay.

 Tomato Whitening Serum

   
Opis producenta: zawiera arbutynę i ekstrakt z pomidorów bogaty w likopen, witaminy i minerały, sprawiające że zszarzała, zmęczona cera staje się czysta i bez przebarwień, poprawia odcień skóry bez uczucia lepkości.

Kluczowe składniki:
  • Arbutyna - aktywny składnik rozjaśniający skórę, używany do leczenia hiper-pigmentacji spowodowanej trądzikiem, alergiami, infekcjami. Chroni skórę przed uszkodzeniami spowodowanymi promieniowaniem UV.
  • Ekstrakt z pomidorów - bogaty w likopen i witaminę C. Likopen to naturalny barwnik występujący w czerwonych owocach i warzywach; silny antyoksydant, chroni skórę przed przedwczesnym starzeniem. Witamina C chroni skórę przed zniszczeniami spowodowanymi promieniowaniem UV, rozjaśnia i rozświetla cerę, redukuje stany zapalne i wspomaga produkcję kolagenu.
  • Ekstrakt z owocu granatu - silny antyoksydant, ma działanie antybakteryjne, przeciwdziała starzeniu się skóry, nadaje cerze promienny wygląd. Znajduje zastosowanie w pielęgnacji suchej skóry, plam pigmentacyjnych, trądziku i blizn.
  • Ekstrakt z miodu - naturalny składnik nawilżający i odżywiający skórę. Ma właściwości antybakteryjne, łagodzi stany zapalne. Świetny składnik dla skóry wrażliwej.
Pełen skład: WATER, GLYCERETH-26, ISOHEXADECANE, ARBUTIN, SOLANUM LYCOPERSICUM (TOMATO) FRUIT/LEAF/STEM EXTRACT, ISOSTEARYL NEOPENTANOATE, DIETHOXYETHYL SUCCINATE, BIS-PEG-18 METHYL ETHER DIMETHYL SILANE, SODIUM ACRYLATE/SODIUM ACRYLOYLDIMETHYL TAURATE COPOLYMER, POLYSORBATE 80, C14-22 ALCOHOLS, C12-20 ALKYL GLUCOSIDE, STEARIC ACID, HYDROGENATED LECITHIN, GLYCERYL STEARATE SE, CETEARYL ALCOHOL, PUNICA GRANATUM EXTRACT, HONEY EXTRACT, HYDROXYETHYL UREA, CHAENOMELES SINENSIS FRUIT EXTRACT, BUTYLENE GLYCOL, ALCOHOL DENAT., DIACETYL BOLDINE, ARGININE, CARBOMER, CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, DISODIUM EDTA, TOCOPHERYL ACETATE, METHYLPARABEN, PROPYLPARABEN, PHENOXYETHANOL, FRAGRANCE

Produkt zamknięty jest w białej, plastikowej buteleczce z pompką o pojemności 35ml. Nie przychodzi w żadnym dodatkowym opakowaniu typu kartonik, tylko zgrzany folią.



Serum to biała substancja, o bardzo lekkiej i dość rzadkiej kremowej konsystencji. Ma bardzo przyjemny zapach, kosmetyczny, troszkę może kwiatowy, w każdym bądź razie nic pomidoro-podobnego ;) Wchłania się dość szybko i do zera. Jest baaaardzo wydajne.



Ciężko uchwycić to na zdjęciu, ale próbowałam Wam pokazać jak pełne jest opakowanie - używam serum codziennie od trzech tygodni i produkt nadal sięga do szyjki buteleczki. Zawsze kiedy mam możliwość sprawdzam ile produktu jest w opakowaniu i tutaj wielki plus dla Skin Fooda - kiedy zajrzałam do buteleczki przed pierwszym użyciem była wypełniona niemal po sam brzeg :)

A teraz najciekawsza część czyli działanie. Zaczęłam go używać zanim powstał ten blog, więc niestety nie mogę pokazać żadnych zdjęć typu "przed" i "po", ale proszę uwierzyć mi na słowo: produkt działa i to niemal od pierwszego użycia. Skóra jak przyjemnie nawilżona, zdecydowanie poprawiła się jej kondycja, twarz jest rozjaśniona, a ślady po trądziku zmniejszyły swoją średnicę. Nazwa jest troszkę myląca, ponieważ produkt nie tyle wybiela, co po prostu rozjaśnia naszą cerę w zdrowy i piękny sposób, także nie należy się obawiać efektu "Zmierzch" ;) Ponadto serum jest bardzo lekkie - mam tłustą cerę i nie zauważyłam żadnego zapychania czy obciążania, nie przyspiesza przetłuszczania się skóry.

Cena: od 10 funtów na e-Bay (czyli ok. 48zł

Podsumowując: GORĄCO POLECAM oba produkty! Jestem bardzo zadowolona z efektów jakie dają. Prócz serum i toniku w wybielającej serii pomidorowej dostępna jest również emulsja, krem i serum punktowe.

piątek, 26 kwietnia 2013

Missha Super Aqua Refreshing Cleansing Foam

 Z przyjemnością przedstawiam Wam odświeżającą piankę do codziennego użycia Misshy :)

Opis producenta: Odświeżająca pianka myjąca którą wymasujesz wszelkie zanieczyszczenia ze swojej skóry za pomocą gęstej piany. Zawiera ekstrakt ze słodkiej figi, który w orientalnej medycynie używany jest dla oczyszczającego, relaksującego i łagodzącego efektu, oraz ekstrakt z kory wierzby, który chroni skórę przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi i zawiera naturalne BHA, które zmiękcza skórę.




Pełnowymiarowy produkt to tubka o pojemności 200ml, ja miałam tylko próbkę - 3ml.



A więc - pianka nie jest pianką samą w sobie, a perłowym kremem, który rozprowadzony na skórze zmienia się w gęstą piankę - można go porównać z kremem do golenia i podobnie jak w przypadku kremu do golenia wystarczy niewielka ilość produktu, aby obficie się "spienić" ;) Wydajność kosmetyku jest powalająca - 3ml próbki wystarczyły mi spokojnie na 6 aplikacji. Kolejną zaletą jest przyjemność użytkowania - produkt ma przyjemny i nienachalny świeży zapach, nie podrażnia oczu i daje uczucie "skrzypiącej" czystości - kiedy buźka jest już umyta i przejedziemy po niej dłonią mamy wrażenie że będzie skrzypieć w  podobny sposób jak przejedziemy palcem po czystym talerzu ;) właśnie to uczucie "skrzypiącej" czystości i świeżości powaliło mnie na kolana do tego stopnia że jestem przekonana o nabyciu pełnowymiarowego produktu. W dodatku czystość ta nie jest osiągana kosztem naszej skóry - pianka Misshy nie wysusza. Przez sześć aplikacji nie zauważyłam żadnych wad.
Podsumowując: gorąco polecam ten produkt :)

Cena: od 7 funtów w górę (ok. 35zł) na e-Bay.

Skład: Water (Aqua), Myristic Acid, Glycerin, Potassium Hydroxide, Lauric Acid, Butylene Glycol, Stearic Acid, Ceteth -20, PEG -40 Stearate, Glycol Distearate, Lauramide DEA, Sea Water, Salix Nigra (Willow) Bark Extract, Rosa Damascena Flower Water, Amethyst Powder, Pearl Powder, Tourmaline, Acorus Gramineus Root/Stem Extract, Fragance (Parfum), Phenoxyethanol, Methylparaben, Ethylparaben, Propylparaben, Butylparaben, Isobutylparaben, Disodium EDTA, Butylphenyl Methylpropional, Linalool, Blue 1 (CI 42090)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
 
site design by designer blogs