czwartek, 9 maja 2013

Skin Food Royal Honey Hydro Massage Gel

Witam :)
Dzisiaj krótka i zwięzła recenzja kosmetyku z nawilżającej, miodowej serii Skin Food.


Opis producenta: Nawilżający żel do masażu z czarnym miodem oraz mleczkiem pszczelim, który uzupełnia utraconą wilgotność i zamienia odwodnioną skórę w piękną "glazurowaną miodem" cerę.
(Wiem że brzmi trochę dziwnie, ale jako że już prawie myślę po angielsku mam problemy z tłumaczeniem niektórych słów na polski).
Sposób użycia: Nałóż równomierną warstwę na twarz i masuj przez 3-5 minut. Pozostaw na twarzy lub zmyj letnią wodą.




Żel jest niczym innym jak przezroczystym żelem (masło maślane xD), który z łatwością rozprowadza się na twarzy i jest praktycznie bezzapachowy. Uważam, że jest dość wydajny - 3ml próbki wystarczyło mi na trzy porządne użycia, przy nieco bardziej oszczędnym trybie mogłoby starczyć na cztery. Nie byłam jednak w stanie masować skóry AŻ przez 3 minuty - nie wiem czy to moja skóra była tak "spragniona" czy ten kosmetyk tak dobrze się wchłania - ale pomasowałam jakąś minutę po czym zostawiłam na twarzy, jedynie lekko odczuwając jakąś powłoczkę na skórze. Żel jest lekki i nie klei się, więc można spokojnie zostawić go na twarzy na noc bez żadnego dyskomfortu. Zmyłam następnego dnia rano i to bez żadnego kosmetyku myjącego, samą wodą, a następnie tonikiem. Skóra nagrodziła mnie pięknym, zdrowym wyglądem, była miękka i gładka w dotyku - bajka! :) Nawilżenie było odczuwalne i to bez obciążania (gdyby produkt był zbyt ciężki lub zbyt tłusty, rano powitałyby mnie "diody" ;) ). W ciągu dnia skóra przetłuszczała się znacznie mniej niż zazwyczaj, czyli po raz kolejny przekonałam się, że tłustą skórę trzeba nawilżać, nie wysuszać. Myślę że to świetny produkt na kurację nawilżającą dla skóry, raz albo dwa razy w tygodniu.

Cena pełnowymiarowego produktu (190 gram): od 10 funtów (ok. 48zł) na e-Bay.

Jest to druga próbka z serii Royal Honey, jaką miałam - pierwszą była Royal Honey Hydro Essence. Oba produkty wywarły na mnie tak pozytywne wrażenie, że jestem przekonana o zakupie minimum jednego pełnowymiarowego kosmetyku z tej serii. Póki co zamówiłam zestaw czterech miniaturek, zawierający tonik, emulsję, esencję i krem. Nie mogę się doczekać przetestowania ich w serii :)

piątek, 3 maja 2013

W poszukiwaniu ideału: Skin Food Good Afternoon Peach Green Tea BB Cream

Recenzja do której zabieram się jak do jeża od ponad tygodnia, odwlekana najpierw przez brak aparatu a później przez niezdecydowanie. Ocena tego kremu to dla mnie nie lada orzech do zgryzienia, jako że każdego dnia efekt był inny... Ale zacznijmy od ogółów, a potem przejdę do szczegółów :)

Opis producenta: Kontrolujący wydzielanie sebum i matujący krem BB, który utrzymuje skórę świeżą i matową z bogatym w witaminy ekstraktem z brzoskwini i kontrolującą sebum zieloną herbatą. 


Krem zamknięty jest w klasycznej tubce do wyciskania (piszę klasycznej ponieważ modną wersją wśród kremów BB jest tubka z pompką) o pojemności 30g. Produkt przychodzi w uroczym kartonowym opakowaniu.



Odcień posiadany przeze mnie to No.1 Light Beige. Jest idealny, dość jasny, ale wyglądający zdrowo, nie trupio blado. Ma przyjemny, delikatny brzoskwiniowy zapach.

Krem ma dość gęstą konsystencję, więc jego aplikacja może sprawiać pewne problemy. Rozsmarowywany tworzy smugi, więc lepiej jest go wklepać, aczkolwiek trzeba uważać aby nie nałożyć go za dużo. Dzięki jego gęstej konsystencji dość łatwo nałożyć go grubszą warstwą, co może równie przydatne jak i zgubne. Dlaczego? Nałożony grubiej owszem maskuje całkiem nieźle, ale niestety nie stapia się tak dobrze ze skórą i jest widoczny. Także może nadać się dla osób lubiących bardziej podkładowy efekt. Ja jednak jestem zwolenniczką naturalnego wyglądu, z moimi bliznami trądzikowymi jestem w pewnym stopniu pogodzona i jeśli mam wybierać pomiędzy lekkością i naturalnym wyglądem z widocznymi bliznami, a zakrytymi bliznami z maską na twarzy, to zdecydowanie wolę to pierwsze.
No i tutaj dochodzimy do tego, dlaczego ów krem każdego dnia mnie zaskakiwał. Trzeba się po prostu nauczyć odpowiednio go aplikować, tak żeby wyglądał dobrze, mnie osobiście zajęło to kilka dni. Próbowałam nakładać go palcami, gąbeczką i pędzlem, zdecydowanie najlepiej nakłada się go "stemplując" gąbeczką, wygląda wówczas najbardziej naturalnie.

Kolejna przyczyna niespodzianek, to to, że ów BB mocno podkreśla wszelkie suche skórki i nierówności na naszej skórze. Potrafi znaleźć skórki o których istnieniu nie miałam pojęcia - jednego dnia zrobił mi coś naprawdę dziwnego z czołem. Fuj. Już miałam się pogniewać, kiedy postanowiłam że zrobię peeling mechaniczny (którego nie robiłam od dość dawna, ponieważ codziennie używam Ginvera Marvel Gel, a ostatnio rozpoczęłam również serię zabiegów mikrodermabrazji)  i dam mu jeszcze jedną szansę. I proszę - następnego dnia wyglądał na twarzy bardzo dobrze. Więc jeśli chcę używać tego kremu będę się musiała przeprosić z peelingiem mechanicznym... Chociaż może po następnych mikrodermabrazjach będzie lepiej.

Jeśli chodzi o efekt matowienia - jest on faktycznie bardziej matowy od np. Misshy, aczkolwiek nie jest to typowo podkładowy czy pudrowy mat, wciąż trochę rozświetla skórę w typowy dla BB sposób. Nie zauważyłam aby w jakiś znaczący sposób regulował wydzielanie sebum - standardowo nos zaczyna mi się świecić już po 2h, ale po ściągnięciu nadmiaru sebum bibułką wygląda w miarę względnie przez następne kilka godzin. Niestety troszkę się ściera nawet przy bardzo ostrożnym stosowaniu bibułek, także lepiej mieć przy sobie np. puder prasowany dla wprowadzenia poprawek.

Krem zawiera filtr SPF20 PA+.

Cena: od 5 funtów na e-Bay (ok. 24zł)
 
Podsumowanie: 
Plusy:
+ nieco bardziej matowy od innych BB
+ ładny kolor
+ dobre krycie
+ przyjemny zapach
+ tani

Minusy:
- podkreśla suche skórki
- wchodzi w zmarszczki
- tworzy smugi podczas nakładania
- nie kontroluje wydzielania sebum

Podsumowując brzoskwiniowo-herbaciany krem BB tyłka nie urywa :] jestem troszkę rozczarowana, ponieważ oczekiwałam czegoś więcej (może moje oczekiwania były za wysokie?). Nie jest to jednak tragiczny produkt, da się go zużyć.

Skład: Water, Cyclopentasiloxane, Titanium Dioxide, Cetyl PEG/PPG-10/1 Dimethicone, Ethyl Methoxycinnamate, Dipropylene Glycol, Boron Nitride, Ceresin, Cyclohexasiloxane, Sorbitan Isostearate, Sodium Chloride, Vinyl Dimethicone / Methicone Silsesquioxane Crosspolymer, Peach Extract, Sorbitan Olivate , Caprylyl Methicone, green tea extract, HDI / Trimethylol Hexyllactone Crosspolymer, Trimethylsiloxysilicate, Silica, Aluminum Hydroxide, Stearic Acid, Triethoxycaprylylsilane, Talc, phenoxyehtanol, Methylparaben, Propylparaben, Fragrance, Yellow Iron Oxide, Red Iron Oxide, Black Iron Oxide

Skin Food Tomato Whitening Toner & Serum

Witam, dzisiaj opiszę dwa wybielające produkty pomidorowe od Skin Food, stanowiące na chwilę obecną podstawę mojej pielęgnacji <3

Tomato Whitening Toner


Opis producenta: Ten rozjaśniający skórę tonik zawiera arbutynę i ekstrakt z pomidora bogaty w likopen, witaminy i minerały, czyni zszarzałą skórę rozjaśnioną i wolną od przebarwień, ujednolica koloryt cery.

Kluczowe składniki:
  • Arbutyna - aktywny składnik rozjaśniający skórę, używany do leczenia hiper-pigmentacji spowodowanej trądzikiem, alergiami, infekcjami. Chroni skórę przed uszkodzeniami spowodowanymi promieniowaniem UV.
  • Kwas hialuronowy - występuje naturalnie w naszej skórze, z wiekiem jednak jego ilość zmniejsza się przez co nasza skóra starzeje się i wiotczeje. Posiada niesamowitą właściwość zatrzymywania wody - jedna cząsteczka kwasu hialuronowego potrafi utrzymać ilość wody tysiąckrotnie przewyższającą jej masę. Jest jednym z najlepiej znanych substancji nawilżających.
  • Aminokwasy: alanina, prolina, seryna, treonina, glicyna, arginina, lizyna - nawilżają i odżywiają skórę
  • Ekstrakt z pomidorów - bogaty w likopen i witaminę C. Likopen to naturalny barwnik występujący w czerwonych owocach i warzywach; silny antyoksydant, chroni skórę przed przedwczesnym starzeniem. Witamina C chroni skórę przed zniszczeniami spowodowanymi promieniowaniem UV, rozjaśnia i rozświetla cerę, redukuje stany zapalne i wspomaga produkcję kolagenu.
  • Ekstrakt z korzenia dziwidła (konjac) - dziwidło ma wiele zastosowań w tradycyjnej medycynie chińskiej, m.in. oczyszczanie z toksyn, redukcja guzów (także nowotworowych), zapobieganie skrzepom, rozrzedzanie flegmy. Ekstrakt z korzenia jest bogaty w glukomannan, który przyspiesza gojenie ran.
  • Ekstrakt z owocu granatu - silny antyoksydant, ma działanie antybakteryjne, przeciwdziała starzeniu się skóry, nadaje cerze promienny wygląd. Znajduje zastosowanie w pielęgnacji suchej skóry, plam pigmentacyjnych, trądziku i blizn.




Pełen skład: WATER, ALCOHOL, GLYCERIN, ARBUTIN, PROPYLENE GLYCOL, PEG/PPG-17/6, COPYLOMER, PEG-60, HYDROGENATED CASTOR OIL, HYDROGENATED LECITHIN, BUTYLENE GLYCOL, BETAINE, SODIUM HYALURONATE, SORBITOL, ALANINE, PROLINE, SERINE, THREONINE, GLYCINE, ARGININE, LYSINE, GLUTAMIC ACID, SODIUM PCA, DIETHOXYETHYL SUCCINATE, BETA-GLUCAN, SODIUM CITRATE, TOCOPHERYL ACETATE, CAPRYLICYC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, DIACETYL BOLDINE, SOLANUM LYCOPERSICIUM (TOMATO) FRUIT/LEAF/STEM EXTRACT, AMORPHOPHALLUS KONJAC ROOT EXTRACT, PUNICA GRANATUM FRUIT EXTRACT, CHAENOMELES SINENSIS FRUIT EXTRACT, DISODIUM EDTA, METHYLPARABEN, PHENOXYMETHANOL, CI 15985, PARFUM

Tonik umieszczony jest w szklanej butelce o pojemności 135ml. Pod zakrętką znajduje się zabezpieczenie w postaci "przykrywki" z niewielkim otworem pośrodku - dzięki niemu produkt nam się nie rozleje, możemy trzymać butelkę do góry nogami i nią potrząsać, a i tak nie wydobędzie się z niej więcej niż kropelka produktu. Z jednej strony dobrze - ponieważ często zdarza mi się rzeczy upuszczać czy przewracać - z drugiej jednak jest to trochę irytujące, bo trzeba się trochę namachać żeby odpowiednio zwilżyć wacik ;)
Produkt ma bardzo ładny zapach, trochę kwiatowy, w każdym bądź razie na pewno nie pomidorowy ;) chociaż zawiera alkohol, nie czuć tego w zapachu.
Tonik jest troszkę gęstszy od zwykłego toniku, czyli ma odrobinę gęstszą konsystencję od wody.
Najbardziej lubię w nim to, że pomimo zawartości alkoholu nie wysusza skóry, a wręcz odrobinę nawilża - redukuje nieco uczucie ściągnięcia jakie pojawia się po umyciu twarzy, co jest dużym plusem, bo spotkałam się z tonikami, które to uczucie wręcz pogłębiały.
Jeśli chodzi o jego właściwości wybielające, to nie jestem w stanie ich określić osobno dlatego produktu, jako że od początku stosuję go z serum. Podsumuję je razem na końcu postu. 


Cena: 9-15 funtów (ok. 45-60zł) na e-Bay.

 Tomato Whitening Serum

   
Opis producenta: zawiera arbutynę i ekstrakt z pomidorów bogaty w likopen, witaminy i minerały, sprawiające że zszarzała, zmęczona cera staje się czysta i bez przebarwień, poprawia odcień skóry bez uczucia lepkości.

Kluczowe składniki:
  • Arbutyna - aktywny składnik rozjaśniający skórę, używany do leczenia hiper-pigmentacji spowodowanej trądzikiem, alergiami, infekcjami. Chroni skórę przed uszkodzeniami spowodowanymi promieniowaniem UV.
  • Ekstrakt z pomidorów - bogaty w likopen i witaminę C. Likopen to naturalny barwnik występujący w czerwonych owocach i warzywach; silny antyoksydant, chroni skórę przed przedwczesnym starzeniem. Witamina C chroni skórę przed zniszczeniami spowodowanymi promieniowaniem UV, rozjaśnia i rozświetla cerę, redukuje stany zapalne i wspomaga produkcję kolagenu.
  • Ekstrakt z owocu granatu - silny antyoksydant, ma działanie antybakteryjne, przeciwdziała starzeniu się skóry, nadaje cerze promienny wygląd. Znajduje zastosowanie w pielęgnacji suchej skóry, plam pigmentacyjnych, trądziku i blizn.
  • Ekstrakt z miodu - naturalny składnik nawilżający i odżywiający skórę. Ma właściwości antybakteryjne, łagodzi stany zapalne. Świetny składnik dla skóry wrażliwej.
Pełen skład: WATER, GLYCERETH-26, ISOHEXADECANE, ARBUTIN, SOLANUM LYCOPERSICUM (TOMATO) FRUIT/LEAF/STEM EXTRACT, ISOSTEARYL NEOPENTANOATE, DIETHOXYETHYL SUCCINATE, BIS-PEG-18 METHYL ETHER DIMETHYL SILANE, SODIUM ACRYLATE/SODIUM ACRYLOYLDIMETHYL TAURATE COPOLYMER, POLYSORBATE 80, C14-22 ALCOHOLS, C12-20 ALKYL GLUCOSIDE, STEARIC ACID, HYDROGENATED LECITHIN, GLYCERYL STEARATE SE, CETEARYL ALCOHOL, PUNICA GRANATUM EXTRACT, HONEY EXTRACT, HYDROXYETHYL UREA, CHAENOMELES SINENSIS FRUIT EXTRACT, BUTYLENE GLYCOL, ALCOHOL DENAT., DIACETYL BOLDINE, ARGININE, CARBOMER, CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, DISODIUM EDTA, TOCOPHERYL ACETATE, METHYLPARABEN, PROPYLPARABEN, PHENOXYETHANOL, FRAGRANCE

Produkt zamknięty jest w białej, plastikowej buteleczce z pompką o pojemności 35ml. Nie przychodzi w żadnym dodatkowym opakowaniu typu kartonik, tylko zgrzany folią.



Serum to biała substancja, o bardzo lekkiej i dość rzadkiej kremowej konsystencji. Ma bardzo przyjemny zapach, kosmetyczny, troszkę może kwiatowy, w każdym bądź razie nic pomidoro-podobnego ;) Wchłania się dość szybko i do zera. Jest baaaardzo wydajne.



Ciężko uchwycić to na zdjęciu, ale próbowałam Wam pokazać jak pełne jest opakowanie - używam serum codziennie od trzech tygodni i produkt nadal sięga do szyjki buteleczki. Zawsze kiedy mam możliwość sprawdzam ile produktu jest w opakowaniu i tutaj wielki plus dla Skin Fooda - kiedy zajrzałam do buteleczki przed pierwszym użyciem była wypełniona niemal po sam brzeg :)

A teraz najciekawsza część czyli działanie. Zaczęłam go używać zanim powstał ten blog, więc niestety nie mogę pokazać żadnych zdjęć typu "przed" i "po", ale proszę uwierzyć mi na słowo: produkt działa i to niemal od pierwszego użycia. Skóra jak przyjemnie nawilżona, zdecydowanie poprawiła się jej kondycja, twarz jest rozjaśniona, a ślady po trądziku zmniejszyły swoją średnicę. Nazwa jest troszkę myląca, ponieważ produkt nie tyle wybiela, co po prostu rozjaśnia naszą cerę w zdrowy i piękny sposób, także nie należy się obawiać efektu "Zmierzch" ;) Ponadto serum jest bardzo lekkie - mam tłustą cerę i nie zauważyłam żadnego zapychania czy obciążania, nie przyspiesza przetłuszczania się skóry.

Cena: od 10 funtów na e-Bay (czyli ok. 48zł

Podsumowując: GORĄCO POLECAM oba produkty! Jestem bardzo zadowolona z efektów jakie dają. Prócz serum i toniku w wybielającej serii pomidorowej dostępna jest również emulsja, krem i serum punktowe.

piątek, 26 kwietnia 2013

Missha Super Aqua Refreshing Cleansing Foam

 Z przyjemnością przedstawiam Wam odświeżającą piankę do codziennego użycia Misshy :)

Opis producenta: Odświeżająca pianka myjąca którą wymasujesz wszelkie zanieczyszczenia ze swojej skóry za pomocą gęstej piany. Zawiera ekstrakt ze słodkiej figi, który w orientalnej medycynie używany jest dla oczyszczającego, relaksującego i łagodzącego efektu, oraz ekstrakt z kory wierzby, który chroni skórę przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi i zawiera naturalne BHA, które zmiękcza skórę.




Pełnowymiarowy produkt to tubka o pojemności 200ml, ja miałam tylko próbkę - 3ml.



A więc - pianka nie jest pianką samą w sobie, a perłowym kremem, który rozprowadzony na skórze zmienia się w gęstą piankę - można go porównać z kremem do golenia i podobnie jak w przypadku kremu do golenia wystarczy niewielka ilość produktu, aby obficie się "spienić" ;) Wydajność kosmetyku jest powalająca - 3ml próbki wystarczyły mi spokojnie na 6 aplikacji. Kolejną zaletą jest przyjemność użytkowania - produkt ma przyjemny i nienachalny świeży zapach, nie podrażnia oczu i daje uczucie "skrzypiącej" czystości - kiedy buźka jest już umyta i przejedziemy po niej dłonią mamy wrażenie że będzie skrzypieć w  podobny sposób jak przejedziemy palcem po czystym talerzu ;) właśnie to uczucie "skrzypiącej" czystości i świeżości powaliło mnie na kolana do tego stopnia że jestem przekonana o nabyciu pełnowymiarowego produktu. W dodatku czystość ta nie jest osiągana kosztem naszej skóry - pianka Misshy nie wysusza. Przez sześć aplikacji nie zauważyłam żadnych wad.
Podsumowując: gorąco polecam ten produkt :)

Cena: od 7 funtów w górę (ok. 35zł) na e-Bay.

Skład: Water (Aqua), Myristic Acid, Glycerin, Potassium Hydroxide, Lauric Acid, Butylene Glycol, Stearic Acid, Ceteth -20, PEG -40 Stearate, Glycol Distearate, Lauramide DEA, Sea Water, Salix Nigra (Willow) Bark Extract, Rosa Damascena Flower Water, Amethyst Powder, Pearl Powder, Tourmaline, Acorus Gramineus Root/Stem Extract, Fragance (Parfum), Phenoxyethanol, Methylparaben, Ethylparaben, Propylparaben, Butylparaben, Isobutylparaben, Disodium EDTA, Butylphenyl Methylpropional, Linalool, Blue 1 (CI 42090)

Mizon Multi Function Formula Snail Recovery Gel Cream

Czas na opisanie "klasyka", którego recenzji nie może zabraknąć na blogu żadnej szanującej się maniaczki azjatyckich kosmetyków xD Poza tym był to pierwszy pielęgnacyjny kosmetyk azjatycki z jakim miałam do czynienia i to m.in. dzięki niemu zapałałam chęcią do przetestowania innych azjatyckich cudeniek, także mimo że w internecie jest już cała masa recenzji tego kosmetyku, na moim blogu nie mogło go zabraknąć. A teraz do rzeczy!


Fenomen kosmetyku Mizona polega na zawartości filtratu z wydzieliny ślimaka (74%), mającej właściwości kojące, regenerujące i przyspieszające gojenie się ran. Zawiera również kwas hialuronowy, znany ze swoich właściwości nawilżających oraz adenozynę, która pomaga skórze zatrzymać elastyczność. Krem jest polecany dla osób mających problemy skórne; podrażnienia, przebarwienia, trądzik. Zdaję sobie sprawę, że niektórych może obrzydzać wizja smarowania się czymś ślimaczego pochodzenia - zapewniam jednak, że kosmetyk nie budzi ślimaczych skojarzeń ani konsystencją ani zapachem. Poza tym zawiera filtrat ze śluzu ślimaka, a więc śluz jest odpowiednio przetworzony w sterylnych warunkach.



Produkt kryje się w różowej tubce o pojemności 45ml. Przychodzi w kartonowym opakowaniu "zapieczętowanym" naklejką z logiem Mizona. Pojemność mogłaby się wydawać niewielka, krem jest jednak bardzo wydajny - ilość pokazana na zdjęciu wystarczy na całą twarz, tubka starcza spokojnie na 2 miesiące codziennego użycia.
Kosmetykowi zdecydowanie bliżej do żelu niż do kremu. Jest białawy i półprzezroczysty o typowo żelowej, lekkiej konsystencji. Wchłania się ciutkę dłużej od niektórych kremów, jednak dostatecznie szybko aby nie irytować użytkownika, poza tym warto czekać ponieważ wchłania się całkowicie - nie zostawia na skórze filmu. 

Zużyłam dwie tubki żelu Mizona i o ile na początku byłam nim zachwycona, z czasem kiedy zaczęłam testować inne kosmetyki azjatyckie i mieć porównanie, doszłam do wniosku, że Mizonowi jednak czegoś brakuje. Skupię się jednak najpierw na jego dobrych stronach.

Nawilża dość dobrze, jeśli jednak czujemy pewien niedosyt spokojnie możemy go nałożyć dwa razy bez zbytniego obciążenia naszej skóry, co moim zdaniem jest wielkim plusem. Kolejną ogromną zaletą tego kremu jest to, że świetnie ukrywa suche skórki. Jestem teraz prze drugiej tubce tego żelu i ciężko mi powiedzieć czy pomógł mi w walce z trądzikiem, jako że w międzyczasie rozpoczęłam kurację antybiotykową, aczkolwiek ogółem stan mojej cery ostatnimi czasy bardzo się poprawił i myślę, że Mizon miał w tym swój udział. Zaczerwienienia po trądziku znikają znacznie szybciej i jestem pewna, że to zasługa tego żelu, ponieważ nie stosowałam wcześniej żadnych innych kosmetyków działających pod tym kątem (teraz stosuję również Skin Food Tomato Whitening Serum, ale nabyłam je dopiero po skończeniu pierwszej tubki Mizona). Z czystym sumieniem mogę go polecić osobom z cerą trądzikową, tłustą i mieszaną, normalną.

Jeśli chodzi zaś o braki, które z czasem dostrzegłam... cóż, żel Mizona jest stworzony do stosowania w serii wraz z innymi kosmetykami i docelowo ma być ostatnim krokiem pielęgnacji. Oznacza to, że kosmetyki z serii poprzedzające żel, mają za zadanie wchłonąć się w skórę i ją nawilżyć/odżywić, żel natomiast ma za zadanie pozostać na powierzchni skóry i ją chronić. Trik z kremem polega na tym, że nie odczuwamy na skórze żadnego filmu, zwłaszcza jeżeli użyjemy go jako jedynego kosmetyku nawilżającego. Po jakimś czasie używania go zaczęłam czuć, że skóra na powierzchni jest gładka, jednak pod spodem nadal troszkę odwodniona... Także jako jedyny kosmetyk nawilżający nie do końca się sprawdza, trzeba go czymś wesprzeć. Poza tym żel zawiera silikon, w związku z tym najlepiej go używać jako ostatniego kroku pielęgnacyjnego (zgodnie z jego przeznaczeniem).

Podsumowując: kosmetyk jest zdecydowanie warty uwagi, myślę, że to świetny produkt na rozpoczęcie swojej przygody z azjatyckimi kosmetykami pielęgnacyjnymi. Warto go również wypróbować w serii, szczególnie popularnym produktem z serii jest krem All-in-one, którego próbki można kupić na e-Bay.

Cena: Od 4 funtów wzwyż (ok. 20zł) na e-Bay.

Cała ślimakowa seria Mizon.
Skład: Snail Secretion Filtrate, Butylene Glycol., Cyclopentasiloxane, Glycerin, Bis-ped-18 Methyl Etherl Dimetyl Silane, Polysorbate 10, Sodium Hyaluronate, Carbomer, Glycolsyl Trehalose, Hydrogenated Starch Hydrolustate, Triethanolamine, Dimethicone/vinyl Dimethicone Crosspolymer, Dimethicone, Hydroxyethulcellusole, Caprylyl Glycol, Ethylexylglyceriunm Sodium Polycarylate, Centellia Sinensis leaf Extract, Nelumbo Nucifera Flower Extract, Betula Platyphylla Japonica Jucie, Tropolone, Copper Tripeptide-1, Allantoin, Panthenol, Olea Europea (Olive) fruit oil, Heliantus Annus Seed Oil, Palmitoyl Pentapeptide-4, Denosine, disodium Edta.

Edit 2014: Po przetestowaniu innych ślimaczych żeli, doszłam do wnisoku, że Mizon spośród nich jest najsłabszy - za podobną cenę, możemy kupić produkty o wiele lepszych, "czystszych" składach, bez silikonów itp. Także wybacz Mizonie, ale już na pewno do Ciebie nie wrócę :P 

sobota, 20 kwietnia 2013

Mój pierwszy krem BB: Missha M Perfect Cover

Witam :)
przed Wami recenzja kremu BB, który był moim pierwszym kosmetykiem azjatyckim.

Opis producenta: M Perfect Cover BB daje równe i naturalnie wyglądające krycie wraz z kojącymi i nawilżającymi właściwościami kremu. Jest odpowiedni dla każdego rodzaju skóry, w tym trądzikowej. Może być używany jako baza pod makijaż lub jako podkład.

Trafiłam na ten kremik w sumie przypadkiem - nie bardzo dogadując się z podkładami rzuciłam makijaż w cholerę. Aż pewnego dnia koleżanka podsunęła mi hasło "krem BB" - nie miałam pojęcia co to jest ani z czym to się je, wpisałam w wyszukiwarkę e-Bay - bardzo dużo wyników pojawiło się właśnie z tym kremem BB. Chwilę poczytałam, po czym niewiele myśląc zamówiłam - ceny były bardzo przystępne, więc w razie czego wiele nie traciłam. Jak na typową bladzię przystało zazwyczaj kupowałam kosmetyki kolorowe w najjaśniejszym dostępnym odcieniu, w przypadku Misshy padło więc na No13 - Milky Beige. Krem przyszedł jakieś 2-3 tygodnie później, z wielkim zapałem zabrałam się do testowania i okazało się że jest... za jasny 0o nie przypuszczałam, że to w ogóle możliwe. Ogólnie nie lubimy się z różem (z moimi umiejętnościami nakładania go mogłabym dzieci straszyć jako upiorny klaun :D), jednak przy tym kremie stosowanie odrobiny różu było konieczne, w przeciwnym razie można by mnie wziąć za parodię jakiejś postaci ze Zmierzchu :D kremik w sumie poszedł przez to troszkę w odstawkę, dopóki nie zamówiłam sobie ciemniejszego odcienia No21 - Natural Beige. Ten odcień dopasował się do mojej skóry idealnie i staliśmy się nierozłączni.
Małe porównanie kolorów:


Niestety po rozprowadzeniu na dłoni różnica pomiędzy odcieniami jest niezauważalna, co zapewne jest winą nędznego oświetlenia - wkrótce spróbuję zrobić jakieś lepsze zdjęcie - a póki co musicie mi uwierzyć na słowo, że na twarzy różnica jest znacząca. Zdjęcie nie jest jednak całkowicie bezużyteczne - można na nim dostrzec różnicę pomiędzy skórą pokrytą kremem BB, a skórą "gołą". Krem BB wygładza linie i delikatnie rozświetla skórę.

Uważam, że Missha Perfect Cover to dobry krem na rozpoczęcie przygody z BB - nie jest jakiś super mocno kryjący (ale i też nie taka rola kremu BB), ale wystarczający aby przykryć zaskórniki i zatuszować delikatnie rozszerzone pory, ładnie ujednolica kolor skóry (moja facjata ma chyba wszystkie kolory tęczy po stronie czerwono-fioletowej więc chyba wiem co mówię :D), wygładza, nadaje blasku. Ma przyjemną konsystencję, łatwo rozprowadza się zarówno palcami jak i pędzlem. Jak chyba każdy krem BB troszkę smuży przy wsmarowywaniu, natomiast idealnie nadaje się do wklepywania. Buzia zaczyna się świecić po ok.2-3 godzinach - ale w moim przypadku to i tak lepszy wynik niż przy przeciętnym fluidzie. Po ok. 5 godzinach niestety "znika" z twarzy. Ma delikatny, nienachalny zapach. Trochę podkreśla suche skórki, ale to chyba cecha wspólna wszystkich kosmetyków kolorowych. Sam w sobie nie wysusza, pokusiłabym się wręcz o stwierdzenie że delikatnie nawilża. Jest lekki - czyli idealny dla osób, które tak jak ja, nie lubią mieć wrażenia że coś im siedzi na twarzy. Krem posiada wysoki filtr SPF45 PA+++.

Koszt: od 4 funtów wzwyż (czyli ok. 20zł) + darmowa wysyłka na e-Bay.

Podsumowanie:
Plusy:
+ dobra konsystencja
+ duży jak na BB wybór kolorów (5 odcieni)
+ lekki i daje naturalny wygląd
+ tani
+ wysokie filtry SPF i PA

Minusy:
- po jakimś czasie znika z twarzy
- trochę podkreśla suche skórki
- trochę wchodzi w zmarszczki
- smuży przy nakładaniu

Skład: Water(Aqua), Cyclomethicone, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Zinc Oxide, Caprylic/Capric Triglyceride, Mineral Oil, Phenyl Trimethicone, Talc, Arbutin, Hydrolyzed Collagen, Dimethicone, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Squalane, Adenosine, Cetyl PEG/PPG-10/1 Dimethicone, PEG-10 Dimethicone, Polyethylene, Beeswax(Cera Alba), Glycerin, Propylene Glycol, Caviar Extract, Algae Extract, Rosa Canina Fruit Oil, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Fagus Sylvatica Bud Extract, Ceramide 3, Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Extract, Chamomilla Recutita (Matricaria) Flower Extract, Sodium Hyaluronate, Sodium Chloride, Fragrance(Parfum), Methylparaben, Propylparaben, Disodium EDTA, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Butylphenyl Methylpropional, Benzyl Salicylate, Hydroxycitronellal, Alpha-Isomethyl Ionone, Hexyl Cinnamal, Linalool, Citronellol
Może zawierać: [+/-; Titanium Dioxide(CI 77891), Iron Oxides(CI 77491, CI 77492, CI 77499)]

Tony Moly Red Appletox Honey Cream

Witam!
Dzisiaj recenzja apetycznie prezentującego się produktu: czerwonego jabłuszka od Tony Moly. Próbkę produktu otrzymałam jako gratis do zakupów na e-Bay. Próbka zawierająca 1ml produktu wystarczyła na 3 użycia.



Główne składniki wraz z opisem działania podanym przez producenta:
Miód Manuka - chroni i działa antybakteryjnie.
Mleczko Pszczele - łagodzi podrażnienia i problemy skórne, polecane dla cery wrażliwej.
Propolis - działanie antyoksydacyjne.
Czarny Miód - bogaty w minerały i amino-kwasy, nawilża, uelastycznia i odżywia skórę.
Ekstrakty z kwasu jabłkowego - wygładzają skórę.


Produkt ma konsystencję żelową i żółtawy kolor. Jest dość lepki w dotyku i kojarzy się troszkę z miodem. Pięknie pachnie jabłkami. Nałożony na twarz nie wchłania się natychmiastowo, ale wystarczająco szybko aby nie zniecierpliwić użytkownika. Mimo swojej konsystencji nie pozostawia skóry lepkiej w dotyku. Nadaje przyjemne uczucie głębokiego nawilżenia. Ogólnie produkt jest przyjemny w użyciu i warty wypróbowania, jednak jako posiadaczka tłustej cery raczej nie używałabym go jako kremu codziennego, a raczej jako terapii kiedy moja skóra potrzebuje więcej nawilżania (np. po intensywnej terapii wysuszającą maścią przeciwtrądzikową). Muszę przyznać, że urocze jabłuszkowe opakowanie wspaniale działa jako narzędzie marketingu - bardzo mnie kusi aby kupić pełnowymiarowy produkt, mimo iż wiem że nie używałabym go codziennie.

Skład: Water, Glycerin, Butylene Glycol, Ethanol, Cyclomethicone, Sodium Polyacrylate, Dimethicone, Cyclopentasiloxane, Apple, Sodium Hyaluronate, Sunflower Oil, Propolis Extract, Honey, Royal Jelly Extract, oluble collagen, Ginkgo Biloba Leaf Extract, Allantoin, Anti-allergic, PEG-60 Hydrogenated Castor Oil, Hydrogenated lecithin, C 12-16 Alcohol, Palmitic Acid, Sorbitol, Malic Acid, Phenoxyethanol, Trideceth-6, Methylparaben, PEG/PPG-18/18 dimethicone, Carbomer, Triethanol amine, Spices, Propylparaben, Disodium EDTA, HC yellow no. 4, HC yellow no. 5
 

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
 
site design by designer blogs