sobota, 15 listopada 2014

Moje pierwsze farbowanie henną - Khadi Henna z Amlą i Jatrophą

Mój ideał kobiecej urody to taka Ania z Zielonego Wzgórza - rude włosy, piegi i zielone oczy. Zielone soczewki mam, rudzielcem też usiłuję zostać już od jakiegoś czasu. 

Dlaczego henna? 

Farby drogeryjne nie spełniły moich oczekiwań...  Przygodę z farbowaniem zaczęłam dopiero niedawno, w kwietniu. Mój naturalny kolor włosów to ciemny blond, który niestety z czasem coraz bardziej ciemniał i stawał się coraz bardziej mysi, kompletnie nijaki - już nie ciemny blond, ale jeszcze nie brąz. Początkowo rozjaśniałam włosy szamponami z rumiankiem i cytryną, jednak z czasem i to przestało pomagać, w końcu sięgnęłam po farby. Wypróbowałam kilka, niestety kolor wychodził nie taki, bardziej czerwony niż rudy i szybko spierał się do miodowego blondu (miodowy blond mi pasuje, ale chciałam być ruda!). Kitem wszech czasów była farba w piance Nice&Easy, która sprała się po tygodniu 0o Zachęcona pozytywnymi opiniami na kilku blogach i rezultatami na stronie Khadi kupiłam w końcu hennę.


Za hennę zapłaciłam 7 funtów (ok. 35zł) na Amazonie, przyszła do mnie z Niemiec. W pudełeczku znajdował się worek z proszkiem, czepek i rękawiczki. 
Proszek jest bardzo drobno zmielony i ma specyficzny zapach, jak mocna zielona herbata + coś jeszcze. 
Co ważne, farby Khadi to 100% naturalne mieszanki ziołowe. Zanim kupisz hennę, upewnij się, że wiesz co kupujesz - jest kilka firm, które sprzedają "hennę", a tak naprawdę jest to farba drogeryjna + odrobina henny. Takie mieszanki dają najtrudniejsze do przewidzenia rezultaty, czytałam wiele negatywnych opinii na ich temat. Zawsze idź na całość - albo farba chemiczna albo naturalna, nigdy pomiędzy ;)

Na żywo proszek jest bardziej zielony niż na zdjęciu.

Niestety ulotka była po Niemiecku, wspomagałam się więc blogami i stroną Khadi. Wybrałam najprostszą możliwą metodę przygotowania: zalałam gorącą, ale nie wrzącą wodą (rożne mieszanki wymagają różnej temperatury, do Amli i Jatrophy zaleca się ok. 80 stopni) do konsystencji gęstej śmietany, po czym poszłam umyć włosy szamponem bez silikonów. Henna powinna mieć kwaśny odczyn, dlatego do wielu mieszanek dodaje się sok z cytryny, do tej nie trzeba ponieważ Amla zakwasza. Do swojej mieszanki dodałam łyżkę odżywki do włosów (bez silikonów) i łyżkę kurkumy - na ciemnych włosach Amla i Jatropha wychodzi bardziej czerwona niż ruda, a kurkuma rozjaśnia.



Rozrobiona mieszanka pachnie niczym kociołek Panoramixa :P Zielona herbata, zioła, dziwny zapach, ale z pewnością lepszy od amoniaku...


Po umyciu i odsączeniu włosów, henna miała już dobrą temperaturę do nakładania (chodzi o to, żeby się nie poparzyć :P). Nakładanie szło mi bardzo, bardzo opornie. Był to dopiero drugi raz kiedy sama farbowałam włosy, zazwyczaj pomagały mi koleżanki. Podczas nakładania henna zasycha trochę na włosach i je skleja, włosy strasznie mi się poplątały i ostatecznie skończyłam z dwoma posklejanymi henną dredami na głowie. Powiem Wam, że podczas nakładania przeżyłam prawdziwy kryzys wiary, byłam pewna że z tego farbowania nic nie wyjdzie, bo na pewno nie pokryłam wszystkich włosów równomiernie, do tego bałam się że nie dam rady rozplątać włosów i zostanę z dredami. I zużyłam tylko nieco ponad połowię mieszanki, naprawdę nie miałam już gdzie tej henny wcierać i ostatecznie się poddałam. Byłam pewna, że w najlepszym wypadku skończę z włosami w panterkę. Na szczęście henna pozytywnie mnie zaskoczyła :)
Hennę trzymałam na włosach 2 godziny, w czepku i owinięte w ręcznik, który od czasu do czasu podgrzewałam suszarką (hennę trzeba trzymać w cieple). Podczas spłukiwania włosy ładnie się rozplątały, były przyjemnie w dotyku, miękkie, tylko dziwny zapach pozostał. Po dokładnym wypłukaniu mieszanki z włosów nałożyłam trochę odżywki (bez silikonów), żeby mieć pewność, że rozczeszę włosy bez problemu i pozostawiłam do naturalnego wyschnięcia.
Rezultat przerósł moje oczekiwania, przede wszystkim kolor wyszedł równomiernie! W końcu jestem ruda! Chociaż w zależności od oświetlenia kolor wygląda różnie:

Kolor wyjściowy, sprana miedź od Nutrisse.
Dzień po farbowaniu, intesywne sztuczne światło (Halloween w pracy, stąd mój strój)
Dwa dni po farbowaniu, ciemne pomieszczenie + flash (impreza Halloweenowa u znajomych)
4 dni po farbowaniu, sztuczne światło + flash (pewna odległość)

4 dni po farbowaniu, sztuczne światło + flash (z bliska)
Jak widać włosy po farbowaniu mają się dobrze. Były nieco podsuszone i miałam ogromną ochotę je naolejować, jednak pierwsze 48 godzin po farbowaniu jest kluczowe i zaleca się zostawienie włosów w spokoju, żeby henna dobrze związała się z włosem. Nie powinno się ich też myć, ja przez pracę swoje musiałam niestety umyć już następnego dnia po farbowaniu (mam bardzo tłuste włosy, wymagające codziennego mycia, henna trochę je podsuszyła i rano były jeszcze nawet nawet, ale wiedziałam że w połowie dnia będą już zbyt tłuste żeby przebywać wśród ludzi...). Włosy były miękkie w dotyku, miały ładny połysk, ziołowy zapach utrzymywał się ok. 3 dni (pomimo codziennego mycia!).
Przez ok tydzień po farbowaniu włosy puszczały odrobinę koloru podczas mycia. Poplamiłam sobie jasny ręcznik - na szczęście w 60 stopniach plamy się sprały (baz żadnych odplamiaczy, sam proszek). Gorzej z plamami które powstały podczas farbowania - po praniu z odplamiaczem plamy na bluzce i spodniach nieco wyblakły, ale nadal tam są. Ale to ciuchy "robocze", więc się nie przejmuję :P
Polecam zachować szczególną ostrożność w okolicach farby olejnej. Mam w łazience takie cokoliki, grube listwy na ścianie, przy podłodze pomalowane farbą olejną (brytyjski wynalazek skirting boards - są w każdym domu, w każdym pomieszczeniu, szczerze ich nienawidzę) i jakimś cudem podczas farbowania chlapnęło mi się tam odrobiną mieszanki. Powstała ruda plamka, która jest nie do zdarcia :]

dwa tygodnie po farbowaniu, naturalne światło.
Od farbowania minęły dwa tygodnie, a kolor nie wyblakł, włosy mają się świetnie, są błyszczące, nie wypadają (na zdjęciu powyżej włosy są po suchym szamponie, więc są bardziej matowe niż zazwyczaj). Jestem z koloryzacji zadowolona i z pewnością ją powtórzę. Jedyne negatywne skutki jakie odczułam, to a. włosy schną dłużej niż przed henną, b. włosy mają większą tendencję do elektryzowania się.

Plusy farbowania henną:
+ w końcu idealny, rudy kolor
+ kolor nie blaknie, nie zmienia są mocno
+ włosy są błyszczące
+ włosy nie niszą się podczas farbowania

Minusy farbowania henną:
- podczas aplikacji zasycha i plącze włosy
- dziwny zapach (chociaż jak dla mnie i tak lepszy od amoniaku)
- mieszankę trzeba trzymać na głowie dłużej niż farbę
- po farbowaniu włosy dłużej schną po myciu i bardziej się elektryzują

Wnioski na przyszłość: dla utrwalenia koloru następnym razem zafarbuję henną podczas minimum dwóch dni wolnego i to pierwszego dnia, żeby nic nie podkusiło mnie do mycia włosów przez 24h po farbowaniu (a najlepiej 48h).

środa, 12 listopada 2014

Recenzja nowości od Hada Labo - lotion Kiwamizu

Niedawno Hada Labo wypuściło nowy produkt, o którym dowiedziałam się z bloga Green Tea Love (który swoją drogą serdecznie polecam :)). Akurat kończył mi się tonik, więc z chęcią postanowiłam do przetestować.


Lotion to produkt, który może nas nieco skonfundować - w Europie kojarzymy go głównie z lekkim kremem,  w Azji w zależności od producenta i danej linii może to być lekki krem, którego używamy gdzieś po środku rytuału pielęgnacyjnego lub wodnisty kosmetyk używany na samym początku pielęgnacji, jak esencja. Lotiony od Hada Labo to właśnie takie płyny do wklepania w buzię zaraz po jej oczyszczeniu.  Żeby ułatwić nam identyfikację produktu wielu sprzedawców na e-Bay sprzedających lotiony Hada Labo określa je jako "lotion toner", jednak daleko im do naszych europejskich toników. Europejskie toniki traktujemy jako produkty oczyszczające i odświeżające, podczas gdy w Azji tonik to już pierwszy krok pielęgnacyjny, nawilża i przygotowuje skórę do dalszych zabiegów pielęgnacyjnych.


Kiwamizu nie dość, że jest nowe to już ma limitowaną edycję z Hello Kitty. Powiem Wam, że sympatyczny kotek przyprawił mnie niemal o zawał serca, ponieważ owszem widziałam zdjęcia wersji Hello Kitty, chociażby na blogu od teraz w Japonii, jednak wersja Agi różni się od mojej - u niej jest kotek po lewej, a kokardka po prawej stronie, u mnie mam po prawej kotka, a po lewej innego kotka i myszkę. Spanikowałam! Czyżby podróbka? Uspokoiła mnie jednak Chiao z Green Tea Love, zamawiałam u sprzedawcy sprawdzonego i przez nią polecanego, więc cóż, nie pozostało mi nic innego jak wziąć głęboki oddech i przystąpić do testów.
Niestety anglojęzyczne strony Hada Labo jakie udaje mi się znaleźć kompletnie milczą na temat Kiwamizu, więc podane tutaj opisy będą tłumaczeniem ze strony Ratzilla.

Opis produktu: japoński lotion przeciwko świeceniu się skóry, który balansuje i nawilża skórę. Ma lekką, wodnistą konsystencję, nie lepi się i zawiera mieszankę 6 minerałów i 2 aminokwasów, które regulują wydzielanie sebum i nawilżają skórę. Lotion utrzymuję skórę nawilżoną i jedwabiście gładką.
Skład: Water, Butylene Glycol, Alcohol Denat, Glycerin, Diglycerin, Copper Gluconate, Magnesium Aspartate, Zinc Gluconate, Calcium Chloride, Potassium Chloride, Sodium Chloride, Arginine, Betaine, Xanthan Gum, Polysorbate 20, Disodium Succinate, Succinic Acid, Methylparaben. 
Analiza składu [TUTAJ]
 

Produkt zamknięty jest w plastikowej buteleczce o pojemności 180ml. Nie ma żadnego dodatkowego opakowania, na przodzie butelki mamy naklejkę, która zasłania nakrętkę, a sama nakrętka jest zabezpieczona folią.


Jeśli chodzi o sposób użycia, to miałam pewne wątpliwości. Kiedy lotion dotarł do mnie miesiąc temu nigdzie nie mogłam znaleźć informacji jak go używać. Dotychczasowe lotiony Hada Labo wklepuje się w twarz:

 

jednak obecność alkoholu w tym lotionie kazała traktować mi go bardziej jak tonik niż jak lotion. Wypróbowałam go więc na dwa sposoby: wklepując w twarz i rozprowadzając na buzi za pomocą wacika. W obu przypadkach sprawdził się dobrze.

Rano ostrożnie obchodzę się z moją cerą, używam tylko delikatnego peelingu i toniku aby się odświeżyć. Rano używam więc Kiwamizu jak toniku, wylewam na wacik i przecieram twarz aby zetrzeć wszelkie pozostałości nocnych kremów (i kłaczki z ręcznika, mam kilka ręczników które zostawiają po sobie "kolorowy kurz" - na twarzy nic nie widzę, ale jak przetrę wacikiem to na waciku zostają mikroskopijne niebieskie kłaczki =.=). Używany w ten sposób delikatnie odświeża i nawilża.

Wieczorem oczyszczam cerę porządnie po całym dniu olejkiem oczyszczającym i pianką. Po takim oczyszczaniu nie potrzebuję dodatkowego odświeżania w postaci toniku, tylko nawilżenia, wylewam więc odrobinę Kiwamizu w zagłębienie dłoni i wklepuję w twarz. Używany w ten sposób przyjemnie nawilża i cudownie zmiękcza skórę. Faktycznie się nie lepi. Wchłania się zdecydowanie szybciej od wersji wybielającej, także lepiej się sprawdzi dla niecierpliwych.

Mimo zawartości alkoholu nie podrażnia ani nie wysusza skóry, lotion zaskoczył mnie pozytywnie swoją łagodnością. Alkoholu na dobrą sprawę w ogóle nie czuć, ani w użyciu, ani w zapachu - pachnie tak samo jak lotion Hada Labo z arbutyną.

Niestety ze względu na swoją lekkość, może być niewystarczający dla cer potrzebujących porządnego nawilżenia. Ja lubię na noc porządnie "dociążyć" swoją cerę, dać jej dużo do wchłaniania, dlatego ostatecznie pozostałam przy używaniu Kwiamizu jako dziennego toniku, na noc nadal klepię się lotionem z arbutyną.

Produkt jest wydajny - używam go codziennie rano i co jakiś czas wieczorem, zużyłam dopiero 1/4 butelki.  

Cena: od 9 funtów (ok. 45zł) na e-Bay.

Plusy:
+ lekki, wchłania się szybciej od mojego poprzedniego lotionu Hada Labo
+ rozprowadzany wacikiem przyjemnie odświeża
+ wklepywany w twarz fajnie nawilża i zmiękcza skórę
+ mimo zawartości alkoholu bardzo delikatny
+ wydajny

Minusy:
- nawilża, ale jeśli ktoś potrzebuje mocnego nawilżenia może być trochę za lekki

Ogólnie jest to bardzo sympatyczny produkt, który z czystym sumieniem mogę polecić cerom tłustym i mieszanym. Nawilża, jest lekki, nie zapycha. Wiem, że klasyczne Hada Labo niektórych zapycha, ten lotion może więc być dobrym zamiennikiem, dla tych którzy nie polubili się z innymi lotionami tej firmy. Chociaż w sezonie grzewczym na noc jest dla mnie trochę za lekki, to jako tonik na dzień spisuje się rewelacyjnie.

poniedziałek, 10 listopada 2014

Pionowe źrenice - soczewki Viper na Halloween :)

Tak jak opisywałam w październikowym poście - Halloween lubię i obchodzę, przebieram się zarówno do pracy jaki i na coroczną Halloweenową imprezę. W tym roku oszczędzam, więc nie kupowałam nowego kostiumu, postanowiłam jednak odświeżyć swoje stare kreacje dodając do nich upiorne oczy. Potrzebowałam soczewek, które pasowałby zarówno do fioletowego stroju Wiedźmy (strój "bezpieczny" do pracy - długa kieca, nie za głęboki dekolt) jak i czerwono-czarnego stroju Jokera (bardziej imprezowa kreacja). Długo nie mogłam się zdecydować, więc ostatecznie postawiłam na totalną abstrakcję - biała tęczówka i czarna pionowa źrenica.

Zdjęcie ze strony sklepu Eyes Bright
Zazwyczaj kupuję soczewki od Pinky Paradise, jednak wszelkie soczewki nadające się na Halloween wyprzedały się już w połowie października, w związku z czym złożyłam zamówienie w Brytyjskim sklepie Eyes Bright. Przesyłkę otrzymałam w ciągu dwóch dni, także plus dla sklepu.


Te soczewki są dziwne w dotyku, bardzo miękkie i jakby... gumowe czy silikonowe. Wiąże się to zapewne z tym, że są prawie całkowicie pokryte barwnikiem. Podczas zakładania nie trzymają się na palcu, ślizgają się i odpadają, trzeba się trochę na męczyć żeby wsadzić je do oka. Jednak od kiedy wylądują na oku sprawują się dobrze - szybko układają się na oku i nie pieką (niektórym soczewkom trzeba od kilkunastu sekund do kilku minut aby się "uleżeć").

Muszę przyznać, ze byłam pozytywnie zaskoczona tym jak prezentują się na oku - byłam pewna, że tak jak w przypadku "zwykłych" soczewek kontaktowych naturalna tęczówka będzie widoczna, jednak w tych otwór na źrenicę jest na tyle mały, że nie widać tęczówki praktycznie wcale. Z bliska biel soczewki odcina się nieco na oku, bo jednak białko oka nie jest idealnie białe, jednak na pewną odległość stapiają się z okiem i wyglądają naprawdę upiornie. Reakcje ludzi bezcenne :D Niestety czasem troszkę się przekręcają i trzeba je poprawić.
Mały otwór na źrenicę wiąże się z pewnym ograniczeniem pola widzenia - wizja jest nieco zamazana na krawędziach. Najgorzej jest podczas zakładania soczewek, w momencie w którym na jednym oku mamy już soczewkę i ograniczoną wizję, a drugie widzi normalnie. Jednak po założeniu obu soczewek idzie się do tego przyzwyczaić, nie miałam problemów z pisaniem ani czytaniem w pracy, głowa mnie też nie rozbolała. Te soczewki są 90-dniowe, nosiłam je przed dwa dni - pierwszego dnia w pracy, 9-10 godzin, drugiego dnia na imprezie ok. 8 godzin. Da się w nich te 10 godzin wytrzymać, po ok. 7 godzinach zaczynają być nieco irytujące. Ze względu na dużą ilość barwnika i tą gumowatość soczewki czuć na oku przez cały czas.

Cena: £14.95 (ok. 75zł) za 90-dniowe soczewki. Co ciekawe jednodniowe soczewki w tym samym sklepie kosztują bardzo podobnie, podobną cenę zapłacilibyśmy w Pinky Paradise za soczewki roczne.

Plusy:
+ nie widać naturalnej tęczówki
+ fajny, upiorny efekt

Minusy:
- czuć je cały czas na oku
- trochę ograniczają pole widzenia
- czasem się przekręcają i trzeba je poprawiać

Ogółem fajna sprawa, chociaż nie polecałabym ich dla osób które wcześniej z soczewkami nie miały do czynienia, ponieważ mogą spowodować dyskomfort. Nie nadają się do codziennego i/lub długiego noszenia (nie wytrzymałabym w nich 12 godzin), ale na imprezę jak najbardziej :)

czwartek, 30 października 2014

Nowa seria ślimaczych produktów od brytyjskiej firmy Dr Organic

Spośród produktów koreańskich w ślimaczych kosmetykach możemy wybierać i przebierać, wiele firm ma je w swojej ofercie m.in. Mizon, Missha, Secret Key, Tony Moly, Skin Watchers, Shara Shara, Mypu, Etude House, Benton, Skin79... Za sprawą wzrostu popularności kosmetyków azjatyckich jakoś tak się złożyło, że ślimacze produkty kojarzą nam się z kosmetykami azjatyckimi, ale to nie jest tak, że ślimaki są obce kosmetyce zachodniej czy europejskiej. Pamiętam, że jako dzieciak widziałam w telewizji reklamę kremu ze śluzem ślimaka w jakimś sklepie wysyłkowym typu Mango (w moim domu był tylko jeden telewizor, do którego miałam ograniczony dostęp, a władcą pilota była mama - podczas tych rzadkich okazji kiedy mogłam dorwać się do telewizji oglądałam wszystko jak leci :P). Wystarczy trochę poszperać, a znajdziemy ślimacze kremy z różnych zakątków świata, klasykiem w tej kwestii (i chyba pierwszym kosmetykiem ślimaczym na świecie) jest chilijski krem Elicina, swój produkt mają także Niemcy (Schnecken gel), Portugalia (Baba De Caracol), a nawet Polska (Snails Garden). Ostatnio w gazecie natknęłam się na opis nowości na brytyjskim rynku - ślimaczego żelu Dr Organic.


 Dr Organic to jedna z marek firmy Holland & Barrett. Firma ta zajmuje się suplementami (witaminy, minerały, zioła) oraz naturalnymi kosmetykami, których ma kilka różnych linii.

Produkty typu "organic" czyli organiczne, to wielki hit w UK, w każdym supermarkecie możemy dostać codzienne produkty w wersji "organic" - organiczne ciastka, organiczną czekoladę, organiczny miód... Organiczny, czyli naturalny, produkowany np. bez sztucznych nawozów. Ja do tematu podeszłam dość sceptycznie, jednak muszę przyznać że skład produktów Dr Organic pozytywnie mnie zaskoczył.

Na chwilę obecną ślimacza seria składa się z sześciu produktów:

Serum do twarzy
Skład: Aloe barbadensis leaf juice, Carthamus tinctorius (Safflower) seed oil, Aqua, Olea europaea (Olive) fruit oil, Snail secretion filtrate, Glyceryl oleate citrate, Rosa canina (Rose) fruit oil, Glycerin, Magnesium aluminum silicate, Caprylic/capric triglyceride, Moringa oleifera seed oil, Persea gratissima (Avocado) oil, Benzyl alcohol, Xanthan gum, Sodium phytate, Tocopherol, Dehydroacetic acid, Cymbopogon flexuosus (Lemongrass) oil, Levan, Olea europaea (Olive) leaf extract, Decyl glucoside, Zizyphus jujuba (Jujube) seed extract, Alcohol, Phenethyl alcohol, Citric acid, Citral, Linalool.

Żel do twarzy
Skład: Snail Filtrate, Aloe Vera Leaf Juice, Lime Oil, Lemongrass Oil, Litsea Cubeba Oil. Aloe barbadensis lead juice, Aqua, Snail secretion filtrate (Helix aspersia muller), Glycerin, Polyglyceryl-3 cocoate, Sodium hyaluronate, Phenoxyethanol, Potassium sorbate, Ethylhexlglycerin, Disodium EDTA, Sodium hydroxide, Litsea cubeba oil, Cymbopogon schoenanthus oil, Citrus aurantifolia oil, Citral, Citronellol, Limonene, Geraniol, Linalool. 

Żel-krem do twarzy
Skład: Aloe barbadensis leaf juice, Aqua, Snail secretion filtrate, Cetearyl alcohol, Glycerin, Glyceryl stearate citrate, Cera alba (Beeswax), Isoamyl laurate, Butyrospermum parkii (Shea) butter, Theobroma cacao (Cocoa) butter, Sodium hyaluronate, Argania spinosa (Argan) kernel oil, Prunus armeniaca (apricot) kernel oil, Macadamia ternifolia seed oil, Persea gratissima (Avocado) oil, Vitis vinifera (Grape) seed oil, Punica granatum (Pomegranate) seed oil, Prunus amygdalus dulcis (Sweet almond) oil, Glyceryl caprylate, Tocopherol, Helianthus annuus (Sunflower) seed oil, Chondrus crispus (Carrageenan) extract, Xanthan gum, Chamomilla recutita (Chamomile) extract, Tilia cordata (Linden) extract, Achillea millefolium (Yarrow) extract, Melilotus officinalis (Sweet clover) extract, Altaea officinalis (Marshmallow) extract, Malva sylvestris (Mallow) leaf extract, Litsea cubeba (May chang) oil, Cymbopogon schoenanthus (Lemongrass) oil, Citrus aurantifolia (Lime) oil, Sodium phytate, Sodium benzoate, Potassium sorbate, Citral, Limonene.

Żelowe serum pod oczy
Skład: Aloe barbadensis leaf juice, Aqua, Carthamus tinctorius (Safflower) seed oil, Olea europaea (Olive) fruit oil, Snail secretion filtrate, Glycerin, Aleurites moluccana (Candlenut) nut oil, Glyceryl oleate citrate, Magnesium aluminum silicate, Caprylic/capric triglyceride, Moringa oleifera seed oil, Benzyl alcohol, Xanthan gum, Hydroxyacetophenone, Phenoxyethanol, Sodium phytate, Tocopherol, Dehydroacetic acid, Levan, Olea europaea (Olive) leaf extract, Decyl glucoside, Zizyphus jujuba (Jujube) seed extract, Alcohol, Phenethyl alcohol, Citric acid.

Maseczka
Skład: Aloe barbadensis leaf juice, Aqua, Caprylic/capric triglyceride, Cetearyl alcohol, Glycerin, Glyceryl stearate citrate, Snail secretion filtrate, Glyceryl stearate, Simmondsia chinensis (Jojoba) seed oil, Macadamia ternifolia seed oil, Cocos nucifera (Coconut) oil, Isoamyl laurate, Prunus amygdalus dulcis (Sweet almond) oil, Prunus armeniaca (Apricot) kernel oil, Tocopherol, Helianthus annuus (Sunflower) seed oil, Xanthan gum, Glyceryl caprylate, Glucose, Sorbitol, Sodium glutamate, Urea, Sodium PCA, Glycine, Lactic acid, Hydrolyzed wheat protein, Panthenol, Chamomilla recutita (Chamomile) extract, Melilotus officinalis (Sweet clover) extract, Malva sylvestris (Mallow) leaf extract, Tilia cordata (Linden) extract, Achillea millefolium (Yarrow) extract, Altaea officinalis (Marshmallow) extract, Plantago lanceolata (Plantain) leaf extract, Artemisia umbelliformis extract, Litsea cubeba (May chang) oil, Cymbopogon schoenanthus (Lemongrass) oil, Citrus aurantifolia (Lime) oil, Sodium phytate, Sodium benzoate, Potassium sorbate, Citral, Limonene. 

Krem do rąk
Skład: Aloe barbadensis leaf juice, Aqua, Olea europaea (Olive) fruit oil, Carthamus tinctorius (Safflower) seed oil, Helianthus annuus (Sunflower) seed oil, Snail secretion filtrate, Glycerin, Glyceryl oleate citrate, Magnesium aluminum silicate, Caprylic/capric triglyceride, Benzyl alcohol, Xanthan gum, Hydroxyacetophenone, Phenoxyethanol, Citrus aurantifolia (Lime) Oil, Litsea cubeba (May chang) fruit oil, Cymbopogon schoenanthus (Lemongrass) oil, Tocopherol, Dehydroacetic acid, Sodium phytate, Alcohol, Citric acid. 

We wszyskich produktach króluje łagodzący i nawilżający aloes, a oprócz dobroczynnego filtratu ze śluzu ślimaka znajdziemy nawilżające olejki i ekstrakty roślinne. Żel bije na głowę skład Mizona, jest też odpowiednio droższy, ale w sumie nic dziwnego. Jak tylko wykończę obecny żel i krem pod oczy produkty Dr Organic wylądują w moim koszyku.
Produkty Dr Organic można kupić w stacjonarnych sklepach Holland & Barrett lub na ich oficjalnej stronie internetowej. Dobra wiadomość dla zainteresowanych nie mieszkających w UK - firma wysyła do krajów Europejskich, kurierem, w cenie £6.95 (ok. 35zł).


Przy okazji przeglądania ślimaczych produktów wpadły mi również w oko szampony i odżywki Dr Organic. Nie zawierają SLS, SLES i silikonów, a że właśnie zabieram się do farbowania henną i chcę wyprobować naturalnej pielęgnacji włosów z pewnością się na jakiś  skuszę.

Inne linie kosmetyczne Holland & Barrett to:
Manuka Doctor - kosmetyki z jadem pszczelim i miodem manuka
Dead Sea Spa Magik - kosmetyki z minerałami z Morza Martwego
Burts Bees - kosmetyki z woskiem pszczelim 

A Wy próbowałyście jakiś produktów tej firmy? :)

wtorek, 28 października 2014

Halloween!

Halloween to w Polsce kwestia dość kontrowersyjna - w sumie nie dziwię się przeciwnikom tego święta, wszak nie jest ono powiązane z polską tradycją, a zabawy w upiornych przebraniach trochę gryzą się z obchodzonym następnego dnia poważnym Świętem Zmarłych. Pragnę jednak sprostować jedną kwestię - wielu przeciwników obchodzenia Halloween w Polsce mówi, że "nie chce w Polsce amerykańskich świąt". Otóż Halloween nie jest amerykańskim wynalazkiem ;) All Hallows Eve pochodzi z Wysp Brytyjskich i wywodzi się z tradycji celtyckich, zostało przywiezione do Ameryki w XIX wieku. Prawdopodobnie to Amerykanie w charakterystyczny dla siebie sposób nadali mu więcej pompy, a świat poznał to święto lepiej za sprawą amerykańskich filmów i kreskówek, jednak znacznie trafniejszym stwierdzeniem byłby "nie chcemy u siebie świąt celtyckich" ;)
Mnie idea Halloween od zawsze się podobała, chociaż w Polsce nigdy tego święta nie obchodziłam. Z tego co słyszę w mediach i na portalach społecznościowych coraz więcej osób w Polsce próbuje Halloween obchodzić, jednak za czasów kiedy byłam dzieckiem o Halloween można było co najwyżej pomarzyć, a okazją do zorganizowania Balu Przebierańców były Andrzejki. A jak wyglądają jesienne Święta w Szkocji? W kalendarzach pod datą 1go listopada widnieje w prawdzie "All Saints Day" (czyli Dzień Wszystkich Świętych), nie jest on jednak obchodzony, próżno w supermarketach szukać zniczy, na cmentarzach tłumów. Podobnie rzecz ma się z Andrzejkami - 30 listopada czyli St. Andrew's Day to oficjalny Bank Holiday (dzień wolny od pracy, ale na takiej samej zasadzie jak niedziela - zamknięte są banki, poczty, mniejsze sklepiki, supermarkety jednak są otwarte), jednak nie jest jakoś specjalnie obchodzony. Owszem Szkoci wiedzą, że jest i wiedzą że "gdzieniegdzie jest świętowany", ale nie jest to wydarzenie na taką skalę jak w Polsce, gdzie każdy koniec listopada utożsamia ze świętowaniem i wróżbami.
Halloween natomiast jest obchodzone pełną gębą - już od początku października w sklepach goszczą dekoracje w kolorach fioletu, czerni, zieleni i pomarańczy, można kupić kostiumy, masę pociesznych gadżetów i słodycze w okazyjnych cenach. W okolicy samego Halloween pracownicy w niektórych miejscach pracy przebierają się, w weekendy w okolicach Halloween w klubach organizowane są imprezy z przebierankami. Dwa lata temu pracowałam przebrana za Wiedźmę:

Pszczółka to symbol organizacji charytatywnej, którą wówczas wspierał mój sklep - co roku wspieramy inną organizację i wszelkie wydarzenia jak np. halloweenowe przebieranki wykorzystujemy do zbiórki pieniędzy.
Nieodłączną częścią Halloween są oczywiście imprezy tematyczne. Dzieciaki mają dyskoteki w szkołach czy miejscach pracy rodziców (nasz sklep co roku organizuje małe Halloweenowe przyjęcie dla maluchów w kantynie), dorośli balują w klubach. Kluby są oczywiście odpowiednio przystrojone i naprawdę ogromna ilość osób się przebiera. Przebrania nie koniecznie muszą być strasznie, jest sporo przebrań humorystycznych, dwa lata temu spotkaliśmy m.in. braci Mario, czarnego glinę, Aliego G...



oraz gościa przyodzianego w nadmuchiwany kostium ogromnego... penisa (niestety nie mam zdjęć :P).
W zeszłym roku nie wzięliśmy aparatu, a szkoda po spotkaliśmy Lady Gagę, która wyglądała jak żywcem wyjęta z teledysku Poker Face. Kreatywność przebierańców zdumiewa, nawet jeśli sami nie macie ochoty na przebieranki warto się przejść na taką imprezę chociażby dla fotek, przebierańcy bardzo chętnie pozują do zdjęć.

Jeśli chodzi o dekorację domów to raczej nie ujrzymy w Szkocji wymyślnych dekoracji znanych z amerykańskich filmów. Dekoracje ograniczają się raczej do tradycyjnej dyni w oknie czy przed domem, ewentualnie jakiś naklejek na szybę czy drzwi, są raczej symboliczne. Ja nakupiłam dekoracji podczas mojego pierwszego roku w sklepie, ponieważ po Halloween wszystkie halloweenowe produkty schodzą do śmiesznych cen. W zeszłym roku więc udekorowałam mieszkanie:



Jeśli zaś chodzi o kojarzone z Halloween i krytykowane w Polsce chodzenie po domach - zwyczaj ten nie jest tak "straszny" jak go malują. Dzieci chodzą w małych grupkach, zawsze pod opieką dorosłych i tylko po znanych sobie rejonach - np. swojej ulicy, swoim osiedlu. Nie jest więc tak, że grupa kompletnie obcych nam dzieciaków zapuka do naszych drzwi i zażąda słodyczy pod groźbą dewastacji mienia :P Akurat jakoś tak się złożyło że w okolicy żadnego z moich dotychczasowych mieszkań dzieci wiele nie było, także przez 3 lata mieszkania w Szkocji żaden pochód do moich drzwi nie zapukał.
Inna sprawa, że w okolicach Halloween wszystkie sklepy mają atrakcyjne oferty na słodycze, można np. za 3 funty kupić całe wiaderko słodyczy, są też paczki znanych słodyczy np. żelków Haribo w wersji "fun size" - czyli kupujemy torebkę żelków, a w niej mamy małe torebeczki po kilka żelków w każdej, więc jedna paczka starczy na obdarowanie kilku dzieciaków. Także częstowanie dzieci słodyczami nie wiąże się z jakimiś horrendalnymi kosztami i ludzie chętnie to robią.


Halloweenowe słodycze to jedne z moich ulubionych - wiele firm wypuszcza specjalne edycje swoich znanych ciastek czy słodyczy specjalnie na Halloween. Ja zajadam się Screme Egg - oryginalne Creme Egg to jeden z najpopularniejszych smakołyków Wielkanocnych, czekoladowe jajko wypełnione białym i żółtym kremem, na Halloween przybiera nieco mroczniejszą postać i krem ma zielony, chociaż smakuje tak samo :P legenda głosi, że Creme Egg można kupić cały rok, ja ich nigdzie nie spotkałam poza Wielkanocą (i Halloween), korzystam więc kiedy są i opycham się nimi dwa razy do roku :P

A Wy obchodzicie jakoś Halloween?

sobota, 25 października 2014

W poszukiwaniu ideału: BRTC Aqua Rush Water Drop BB Cream

Do tej pory przetestowałam trzy kremy BB od BRTC: jaśminowy, wybielający i dla cery trądzikowej. Żaden nie był moim ideałem i wszystkie były do siebie dość podobne (różniły się głównie zapachem), z związku z czym tego ostatniego nawet nie recenzowałam. Kiedy zamawiałam próbki tych kremów gratis otrzymałam próbkę Water Drop. Początkowo nie planowałam pisać jego recenzji, wszak to tylko jedna próbka, poza tym spodziewałam się znów tego samego. Kremik jednak pozytywnie mnie zaskoczył!



Opis produktu: unikatowy krem BB który wytrąca kropelki wody podczas wcierania. Kropelki nawilżają suchą skórę i przywracają jej naturalny blask. Krem wyrównuje koloryt skóry i pomaga ukryć niedoskonałości. Z tym kremem BB sucha i odwodniona skóra odejdzie w zapomnienie. SPF28 PA++

Jako jeden z głównych składników producent podaje "wodę z głębin oceanu". Na liście składników znajdziemy "zwykłą" wodę na pierwszym miejscu oraz wodę morską gdzieś po środku listy. Co wyjątkowego jest w głębinowej wodzie morskiej? Jest nieco gęstsza i cyrkuluje w pobliżu dna oceanu, nie mając kontaktu ze światłem słonecznym, bakteriami i zanieczyszczeniami, dzięki czemu pozostaje czysta i bogata w minerały.
W składzie znajdziemy również ekstrakty z:

  • Poncyrii trójlistkowej (chińska pomarańcz trójlistkowa) - używana w medycynie orientalnej jako środek łagodzący reakcje alergiczne i stany zapalne
  • Bzu - tonuje skórę
  • Białej lilii - działa nawilżająco i zmiękczająco, może być używany w preparatach do wszystkich rodzajów skóry, zwłaszcza suchej, podrażnionej i wrażliwej. Wspomaga procesy gojenia i zapobiega tworzeniu blizn.
  • Szarotki alpejskiej - ma działanie antyoksydacyjne i przeciwzapalne
  • Żonkila - używany już w starożytnym Rzymie do leczenia ran
  • Czerwonej koniczyny - źródło wielu składników odżywczych m.in. wapnia, chromu, magnezu, fosforu, potasu, witamin witaminy B1, B3, C
  • Magnolii purpurowej - używany w Chinach jako dodatek do kosmetyków mający za zadanie łagodzić ewentualne podrażnienia. Posiada również zdolność usuwania przebarwień i rozjaśniana skóry
oraz wybielającą arbutynę, odmładzającą adenozynę, nawilżający kwas hialuronowy, łagodzący olejek z orzechów makadamia oraz działający przeciwzmarszczkowo olejek jojoba.

Pełen skład: Water, Titanium Dioxide (CI 77891), Propylene Glycol, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Cyclopentasiloxane, Talc, Ethylhexyl Salicylate, Dimethicone, Squalane, Cetyl Ethylhexanoate, Caprylic/Capric Triglyceride, Triethoxycaprylylsilane, Iron Oxides (CI 77492), Cetyl PEG/PPG-10/1 Dimethicone, Sodium Chloride, PEG-10 Dimethicone Crosspolymer, PEG-10 Dimethicone, Dimethicone/Vinyl Dimethicone Crosspolymer, Sorbitan Sesquioleate, Iron Oxides (CI 77491), Iron Oids (CI 77499), Aluminium Hydroxide, Sodium Citrate, Sorbitan Isostearate, Zinc Stearate, Microcrystalline Wax, Stearic Acid, Poncirus Trifoliata Fruit Extract, Macadamie Ternifolia Seed Oil, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Hydroxethylcellulose, Bisabolol, Tocopheryl Acetate, Sodium Hyaluronate, Sea Water, Fernesyl Acetate, Panthenyl Triacetate, Niacinamide, Syringa Vulgaris (Lilac) Extract, Lilium Candidum Flower Extract, Leontopodium Alpinum Flower/Leaf Extract, Narcissus Pseudo-Narcissus (Daffodil) Flower Extract, Freesia Refracta Extract, Iris Ensata Extract, Trifolium Pratense (Clover) Flower Extract, Magnolia Liliflora Flower Extract, Arbutin, Adenosine, Methylparaben, Propylparaben, Ethylparaben, Butylparaben, Fragrance
Analiza składu [TUTAJ]

Pełnowymiarowy produkt to tubka o pojemności 35g, ja używałam tylko saszetki z próbką. Produkt jest mega wydajny - jedna saszetka starczyła mi na pięć aplikacji!



Krem ma zaskakującą konsystencję - kiedy wycisnęłam go na dłoń wydawał się gęsty, taki sam jak inne kremy BRTC. Trik z produktami typu "water drop" polega na tym, ze podczas aplikacji wytrącają się z niego kropelki wody, tak więc jak tylko zaczęłam rozsmarowywać krem na twarzy zmienił konsystencję z gęstej i dość "opornej" na bardzo gładką i dość rzadką. Nie było widocznych kropelek, odczuwałam jednak wrażenie jakbym rozprowadzała krem po lekko wilgotnej skórze. Ogółem bardzo przyjemne i odświeżające uczucie, spodobało mi się. Zauważyłam jednak, że tą zmianę konsystencji można odczuć tylko podczas rozsmarowywania kremu - podczas wklepywania tego nie poczujemy.


Ilość pokazana na zdjęciu wystarczy na pokrycie całej twarzy...
...aplikowałam więc krem BB na twarz, a to co zostało roztarłam na dłoni do zdjęcia swatcha ;)
Produkt ma przyjemny, delikatny zapach. Kolor jest dość jasny, ładnie dopasowuje się do mojej karnacji. Krycie jest dobre, wygląda naturalnie, ale przykrywa zaczerwienienia i cienie pod oczami, chociaż moje stare blizny trądzikowe nadal są widoczne. Świeci się dość mocno, daje efekt wilgotnej skóry, przy mojej tłustej cerze puder matujący jest niezbędny. Trzyma się nieźle, w ciągu dnia trochę znika, ale nie wyparowuje całkowicie tak jak np. Missha Perfect Cover. Krycie słabnie w ciągu dnia, jednak makijaż wciąż jest na twarzy. Nie roluje się w zmarszczkach i jest neutralny dla rozszerzonych porów - nie maskuje ich, ale też nie podkreśla tak jak BRTC Jasmine Water BB. Jest również neutralny  dla produkcji sebum i świetnie nawilża. Moja tłusta skóra ma tendencje do odwadniania, produkuje sebum pod którym pozostaje napięta i sucha skóra. Z tym kremem moja cera jest nawilżona przez cały dzień.
Krem ma tylko jedną wadę - dość łatwo wysycha, więc jeśli używacie próbek lepiej będzie opróżnić saszetki do jakiegoś małego pojemniczka, który można szczelnie zamknąć. Już po jednym dniu zawartość saszetki zgęstniała, a z dnia na dzień krem wysychał coraz bardziej.

Cena: od 17 funtów (ok. 85zł) na e-Bay za pełnowymiarową wersję, można też kupić zestaw trzech próbek za 2 funty (ok. 10zł).

Plusy:
+ ciekawa konsystencja, która zmienia się z gęstej na wodnistą podczas nakładania, dająca przyjemne uczucie odświeżenia
+ utrzymuje skórę nawilżoną przez cały dzień
+ bardzo wydajny
+ ładny kolor, dobre krycie
+ nie roluje się w zmarszczkach

Minusy:
- drogi
- łatwo wysycha

Podsumowując jest to bardzo fajny produkt, wart wypróbowania, spośrod tych kremów BRTC które do tej pory testowałam ten jest zdecydowanie najlepszy. Mimo iż kierowany jest do skóry suchej wydaje mi się, że jest dość uniwersalny i sprawdziłby się na każdym typie skóry, nawet na skórzej tłustej ponieważ jest lżejszy od Jasmine Water.

Jeśli interesują Was kosmetyki typu "water drop" można też zerknąć na produkty innych firm: Lioele ma w swojej ofercie Water Drop BB Cream i Sleeping Pack (maseczkę na noc), Elisha Coy filtr UV i esencję, Skin79 Pearl Water Drop BB Cream... każdy znajdzie coś dla siebie :)


piątek, 17 października 2014

Ponad 50 ekstraktów roślinnych! Missha M Signature Real Complete BB Cream No.21

Lubię produkty Misshy, kosmetyki pielęgnacyjne są dobrej jakości, a ich krem BB Perfect Cover był moim pierwszym BBikiem, z chęcią więc przystąpiłam do kolejnego testu :)



Opis produktu: produkt będący połączeniem kosmetyku kolorowego i pielęgnacyjnego oferuje naturalnie wyglądające krycie i zapewnia ochronę przeciwsłoneczną, rozjaśnia przebarwienia i zapobiega zmarszczkom. Przyjazne skórze lipidy i aminokwasy wzmacniają skórę i pomagają jej przywrócić równowagę. Stworzony ze specjalną technologią mikro-drobnych cząsteczek, które wraz z wygładzającymi ekstraktami roślinnymi zapewniają lekkie i trwałe krycie przez 12 godzin. Zawiera peptydy oraz łagodzący i bogaty w antyoksydanty ekstrakt z liści Miłorzębu Dwuklapowego (Gingko Biloba), a także ponad 50 ekstraktów roślinnych zapewniających intensywne nawilżenie i odżywienie. SPF25 PA++

Produkt jest dostępny w dwóch rozmiarach: 20ml tubka lub 40ml tubka z aplikatorem-pompką. Ja testowałam saszetki z próbkami:



Próbki są bardzo wydajne, jedna saszetka wystarcza na 4-5 aplikacji.
Krem dostępny jest w czterech odcieniach: No. 13 Light Milky Beige, No. 21 Light Pink Beige, No. 23 Natural Yellow Beige, No.27 Honey Beige.

Produkt ten zaskoczył mnie swoim składem. Opis obiecuje nam 50 ekstraktów roślinnych - znajdziemy ich tam aż 53 (tak, liczyłam :P), a do tego peptydy i aminokwasy. Zaraz po wodzie, na drugim miejscu w składzie znajdziemy ekstrakt z Miłorzębu. Miłorząb jest wartościowym antyoksydantem, źródłem  flawonoidów, które powstrzymują proces utleniania lipidów w błonie komórkowej skóry powodujący starzenie się skóry. Liście miłorzębu nawilżają skórę i redukują podrażnienia.
Inne dobroczynne składniki jakie możemy znaleźć w tym kremie to:

  • Olej z nasion palmy Babassu - lekki i łatwo wchłaniający się, nawilża i odżywia skórę
  • Kwas hialuronowy - występuje naturalnie w naszej skórze, z wiekiem jednak jego ilość zmniejsza się przez co nasza skóra starzeje się i wiotczeje. Posiada niesamowitą właściwość zatrzymywania wody - jedna cząsteczka kwasu hialuronowego potrafi utrzymać ilość wody tysiąckrotnie przewyższającą jej masę. Jest jednym z najlepiej znanych substancji nawilżających.
  • Aminokwasy: lizynę, histydynę, argininę, kwas asparaginowy, treoninę, serynę, kwas glutaminowy, prolinę, glicynę, alaninę, walinę, metioninę, izoleucynę, leucynę, tyrozynę, fenyloalaninę, cysteinę - działają antyoksydacyjne, przeciwzapalnie, przyspieszają regenerację, podnoszą odporność skóry oraz aktywują produkcję kolagenu.
  • Skwalan -  substancja aktywna w postaci bezbarwnego, bezzapachowego i transparentnego olejku, pozyskiwana z wątroby rekina lub oliwy z oliwek. Nawilża, wzmacnia naturalną barierę lipidową skóry, lekko natłuszcza. Zapewnia miękkość i elastyczność, wykazuje działanie ochronne przed działaniem promieniowania UV i innymi czynnikami środowiska, antyoksydant.
  • Olejek z orzechów makadamia - zawiera kwas oleopalmitynowy, który utrzymuje nawilżenie i elastyczność skóry; zawiera kwasy omega 3 i omega 6 wspomagające regenerację skóry; bogaty w witaminę A, witaminy z grupy B ( B1, B2, B3 ) oraz witaminę E
  • Beta glucan - naturalny związek chemiczny pozyskiwany z roślin, który pomaga zachować skórze młody wygląd
  • Ekstrakt z kwiatów rumianu rzymskiego (odmiana rumianku) - jedno z najlepiej znanych ziół używane zarówno w ziołolecznictwie jaki i kosmetyce. Ma silne działanie przeciwzapalne, łagodzi podrażnienie, szczególnie polecany dla osób o skórze wrażliwej, skłonnej do alergii, atopowej.
  • Ekstrakt z ziaren łzawicy ogrodowej (łzy Hioba) - naturalny antyoksydant, działa również przeciwbakteryjnie i przeciwpasożytniczo. Można go spotkać w kosmetykach pielęgnujących obiecujących działanie przeciwzmarszczkowe i rozjaśniające.
  • Ekstrakt z czerwonego żeń-szenia - zawiera wiele substancji i witamin, które pomagają naszej skórze zachować elastyczność i wspomagają regenerację komórek. Zawiera składniki odżywcze które wspomagają metabolizm skóry i poprawiają krążenie, dzięki czemu skóra szybciej się regeneruje. Żeń-szeń posiada zdolność oczyszczania skóry z toksyn.
  • Ekstrakt z korzenia trędownika - ma działanie przeciw-zapalne
  • Ekstrakt z korzenia tarczycy bajakalskiej - wykorzystywany w ludowej medycynie azjatyckiej za sprawą swoich przeciwzapalnych, antybakteryjnych i antyoksydacyjnych właściwości. Łagodzi podrażnioną skórę, skłonną do alergii, wysypek, atopową. Ekstrakt tej rośliny pomaga uelastycznić skórę i wspomaga produkcję kolagenu. Wykazuje także działanie wybielające, redukujące pigmentację.
  • Ekstrakt z lakownicy żółtawej (rodzaj grzyba) - zawiera składniki, które mogą zmniejszyć produkcję melaniny oraz zredukować działanie wolnych rodników, przyspieszyć regenrację skóry, wspomagać produkcję koleganu. Zawarte w lakownicy cukry złożone mogą regulować stopień nawilżenia skóry oraz jej elastyczność, sprawiając że będzie nawilżona, miękka i jasna.
  • Ekstrakt z narośli sumaka chińskiego - używany w tradycyjnej chińskiej medycynie dzięki swoim właściwościom antybakteryjnym, przeciwrakowym, antyoksydacyjnym
  • Peptydy: Palmitoyl Pentapeptide-4 (Matrixyl), Acetyl Hexapeptide-8 (Argirelina), Copper Tripeptide-1 (peptydy miedzi) - działają przeciwzmarszczkowo.
a oprócz tego także ekstrakty z: truskawki, ogórka, kokosa, limonki, moreli, marchwi, winogron, czereśni, mango, guawy, orzecha włoskiego, brzoskwini, papai, lukrecji, mniszka lekarskiego, dyni, liczi, soi, kamelii japońskiej... ogólne przesłanie jest takie: nawilżenie, odżywienie, zapobieganie starzeniu się, wygładzanie zmarszczek, łagodzenie. No może oprócz ekstraktu z lawendy, który powszechnie stosowany w aromaterapii kojarzy nam się z czymś łagodzącym, stosowany na skórę może jednak podrażniać.

Skład: Water, Ginkgo Biloba Leaf Extract, Cyclopentasiloxane, Hydrogenated Polydecene, Hydrogenated Polyisobutene, Butylene Glycol, Propanediol, Phenyl Trimethicone, Butylene Glycol Dicaprylate/Dicaprate, Arbutin, Cetyl PEG/PPG-10/1 Dimethicone, Hydrogenated C6-14 Olefin Polymers, Cyclohexasiloxane, Sodium Chloride, Polyglyceryl-4 Isostearate, Sorbitan Isostearate, Caprylyl Methicone, Orbignya Oleifera Seed Oil, Sodium Hyaluronate, Mica, C12-15 Alkyl Benzoate, Ozokerite, Sorbitan Olivate, Alumina, Dimethicone/Vinyl Dimethicone Crosspolymer, Hexyl Laurate, Disteardimonium Hectorite, Aluminum Hydroxide, Stearic Acid, Dimethicone/Methicone Copolymer, Tocopheryl Acetate, Propylene Carbonate, Hydrolyzed Collagen, Lysine, Histidine, Arginine, Aspartic Acid, Threonine, Serine, Glutamic Acid, Proline, Glycine, Alanine, Valine, Methionine, Isoleucine, Leucine, Tyrosine, Phenylalanine, Cysteine, Hydrogenated Lecithin, Squalane, Glycerin, Ceramide 3, Cholesterol, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Stearic Acid, Oleic Acid, Brassica Campestris (Rapeseed) Sterols, Beta-Glucan, Anthemis Nobilis Flower Extract, Lavandula Angustifolia (Lavender) Flower/Leaf/Stem Extract, Vigna Radiata Seed Extract, Coix Lacryma-Jobi Ma-yuen Seed Extract, Panax Ginseng Root Extract, Punica Granatum Extract, Scrophularia Buergeriana Root Extract, Ganoderma Lucidum (Mushroom) Extract, Scutellaria Baicalensis Root Extract, Rhus Semialata Gall Extract, Cucumis Sativus (Cucumber) Fruit Extract, Artemisia Vulgaris Extract, Fragaria Vesca (Strawberry) Fruit Extract, Cocos Nucifera (Coconut) Fruit Extract, Citrus Aurantifolia (Lime) Fruit Extract, Camellia Japonica Flower Extract, Prunus Armeniaca (Apricot) Kernel Extract, Linaria Japonica Extract, Camellia Sinensis Leaf Extract, Houttuynia Cordata Extract, Daucus Carota Sativa (Carrot) Root Extract, Oldenlandia Diffusa Extract, Bambusa Textilis Stem Extract, Iris Ensata Extract, Vitis Vinifera (Grape) Fruit Water, Prunus Avium (Sweet Cherry) Fruit Extract, Morus Alba Root Extract, Coptis Japonica Root Extract, Acorus Calamus Root Extract, Mangifera Indica (Mango) Fruit Extract, Asarum Sieboldi Root Extract, Angelica Keiskei Leaf/Stem Extract, Psidium Guajava Fruit Extract, Juglans Regia (Walnut) Seed Extract, Prunus Persica (Peach) Fruit Extract, Carica Papaya (Papaya) Fruit Extract, Cornus Officinalis Fruit Extract, Luffa Cylindrica Fruit Extract, Bletilla Striata Root Extract, Glycyrrhiza Glabra (Licorice) Root Extract, Lycium Chinense Fruit Extract, Citrus Unshiu Peel Extract, Taraxacum Officinale (Dandelion) Rhizome/Root Extract, Cucurbita Pepo (Pumpkin) Fruit Extract, Salicornia Herbacea Extract, Litchi Chinensis Fruit Extract, Cnidium Officinale Root Extract, Oenanthe Javanica Extract, Nelumbo Nucifera Flower Extract, Hordeum Vulgare Leaf Extract, Lecithin, Polysorbate 20, Caprylic/Capric Triglyceride, Palmitoyl Pentapeptide-4, Sodium Ascorbyl Phosphate, Acetyl Hexapeptide-8, Copper Tripeptide-1, Echinacea Purpurea Extract, Bacillus/Soybean Ferment Extract, Perilla Ocymoides Leaf Extract, Talc, Triethoxycaprylylsilane, Xanthan Gum, Dimethicone, Adenosine, Methicone, Caprylyl Glycol, Ethylhexylglycerin, Tropolone, 1, 2-Hexanediol, Phenoxyethanol, Disodium EDTA, Fragrance Analiza składu [TUTAJ


Przejdźmy do działania: krem jest dość rzadki, kremowy ale lejący, ma delikatny kwiatowy zapach. Łatwo rozprowadza się na twarzy, najlepiej wklepać go palcami. Krycie jest średnie - koloryt cery jest wyrównany, zaczerwienienia ukryte, blizny jednak wciąż widoczne, ale bardziej stonowane. Ogólnie produkt bardzo zbliżony działaniem do M Perfect Cover, nawet kolor jest podobny:



Missha Complete jest tylko trochę bardziej różowa do Perfect Cover, nie mniej jednak oba dobrze pasują do mojej cery. Główna różnica polega na tym, że Complete jest cięższy (ale też i nawilżający). Dość mocno się świeci, bez pudru matującego nie ruszałabym się z domu. Wzmaga nieco produkcję sebum - zazwyczaj zaczynam się świecić po 2-3 godzinach, ale jeśli nie mam czasu użyć bibułek matujących to jeszcze trochę wytrzymam, z tym kremem zaś bibułki to absolutna konieczność już po dwóch godzinach. Jeśli chodzi o wytrzymałość, to jest średnia - nie aż tak dobra jak w przypadku np. Etude House Bright Fit BB, ale lepsza od M Perfect Cover - Perfect Cover znikał z twarzy już po 6-8 godzinach, Complete trzyma się 9-10 godzin.

Cena: od 5 funtów (ok. 25zł) za 20ml lub od 11 funtów (ok. 45zł) za 45ml na e-Bay.

Plusy:
+ nawilżający
+ nie roluje się w zmarszczkach
+ duży jak na BB wybór kolorów
+ odcień nr 21 ładnie dopasowuje się do mojej karnacji
+ imponująca ilość dobroczynnych składników

Minusy:
- odrobinę za ciężki dla mojej tłustej cery, wzmaga przetłuszczanie
- nie wytrzymuje obiecanych 12 godzin, znika po 9-10

Ogólnie Signature to coś w rodzaju starszej siostry Perfect Cover - bardziej ozdobne opakowanie, poszerzona lista składników, wydłużona trwałość. Jeśli miałabym wybierać pomiędzy nimi dwoma, to pomimo przetłuszczania chyba sięgnęłabym po Signature. Nie planuję jednak zakupu pełnowymiarówki, oba kremy są przyzwoite, ale nie najlepsze, a ja już mam kilka swoich ulubieńców. Ogólnie mam wrażenie, że Signature przeznaczony jest bardziej do cery dojrzałej, wymagającej odżywienia, stąd też nie do końca sprawdził się na mojej młodej, tłustej cerze. Jeśli masz cerę suchą lub normalną i chcesz aby podkład nawilżał to zdecydowanie warto wypróbować ten produkt.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
 
site design by designer blogs